Moja pielęgnacja w ciąży - I trymestr, gdzie się podział do cholery ten blask?

lutego 21, 2018

W pierwszej ciąży nie stosowałam zbyt wielu kosmetyków i nie przejmowałam się jak wygląda moja cera i włosy. Tym razem jest inaczej, zwracam na to bardzo dużą uwagę, w zamian moja cera odwdzięcza się szczególnym pogorszeniem kondycji. Jestem już w końcówce pierwszego trymestru i boleśnie odczuwam zmianę pielęgnacji

Jeszcze zanim zrobiłam test zauważyłam że z cerą stało się coś niesamowitego - nagle wygładziła się, stała dosłownie promienna, jasna i przebarwienia przestały być widoczne. Na twarzy nie było nawet jednej krostki - normalnie działy się cuda. Nawet przez moment uwierzyłam w to że faktycznie niektóre kobiety promienieją w "stanie błogosławionym". 

Biorąc pod uwagę bogatą listę składników kosmetycznych które w ciąży należałoby wyrzucić ze swojej kosmetyczki "na wszelki wypadek", bardzo się cieszyłam że moja cera i włosy stały się idealne. A potem nastąpiła katastrofa. 

Już wcześniej zdawałam sobie sprawę z tego że mam skłonności do różnych alergicznych wyprysków i powstawania trądziku pod wpływem hormonów, ale nie spodziewałam się aż takiej tragedii. Zaczęło się zupełnie niewinnie, od delikatnej wysypki na ramionach, kilku zaskórnikach na twarzy i szybko przeradziło się w poważniejszy problem. 

Wiem że kosmetyki oparte na kwasach są niewskazane w tym okresie, podobnie jak olejki eteryczne i wszelkie skuteczne rzeczy działające na wypryski jakie znałam. Maseczki z glinki, czarne mydło, łagodne peelingi, pasta cynkowa - wszystko zawiodło. Z początku myślałam że problemy z twarzą są zupełnie różnymi problemami niż te na reszcie ciała. Im bardziej problem się pogłębiał i wysypka nasilała postanowiłam spróbować podejść do mojej cery jak do czysto atopowej. W Biedronce na próbę zakupiłam żel aloesowy Marion i wygrzebałam z otchłań szafki emolient Avene który stosowałam wcześniej i całe szczęście ta kombinacja pomogła. Na razie poczekam aż biedronkowy żel się skończy i kupię ten lepszej jakości, może z Holika Holika? Wygląda również na to że będę musiała wymienić wszystkie moje kosmetyki na te przeznaczone dla skóry atopowej i łagodzące świąd, mam kilka nowych pomysłów na kosmetyki które przetestuje. Jak widać nawet mimo całkiem sporej wiedzy o problemach skórnych, kosmetykach i możliwościach okazuje się że nawet ja mogę się pomylić w diagnozie stanu skóry - mimo wyprysków i zaskórników pomogła mi pielęgnacja dla skóry atopowej i ekstremalnie suchej - najlepszy dowód na to że czasami warto eksperymentować. 

Wypryski i świąd pojawiły się również na skórze głowy i to tam problem był najbardziej dotkliwy. Obawiałam się również że takie problemy spowodują wypadanie włosów, a jak do tej pory ich kondycja jest naprawdę fajna, nie zapowiada się na to żebym do września miała wyłysieć, na dodatek jest szał baby-hair - nigdy wcześniej nie miałam aż takiego buszu, niezależnie od tego jakich przyśpieszaczy bym nie używała.  Przy okazji problemów skórnych przekonałam się do nakładania żelu aloesowego na skórę głowy. Zawsze obawiałam się sklejenia i obciążenia, tymczasem okazało się że sklejenie faktycznie występuje, ale tylko dopóki nie przeczesze włosów, wtedy żel zupełnie znika a włosy pozostają znacznie dłużej świeże. Wmasowany u nasady żel aloesowy okazuje się być również genialnym środkiem na uniesienie kłaczków - dawno nie cieszyłam się taką objętością! Początkowo nie byłam w ogóle przekonana do stosowania żelu aloesowego, podchodziłam do tego typu produktów bardzo sceptycznie, myślałam że to kolejny przereklamowany internetowy hit. 

Jak na razie jestem na etapie wyboru dermokosmetyków, kosmetyków naturalnych i półproduktów które odpowiednio i łagodnie będą pielęgnować moją skórę, zapobiegać szorstkości i przesuszeniu. Z bardzo dużym entuzjazmem podchodzę do kremu Ectoskin P7, z ektoiną, która zapowiada się na przełom w pielęgnacji skóry z AZS ;)

Z włosami z pewnością będę dalej kombinować z aloesem, muszę z pewnością zmienić szampon, natomiast raczej odżywki zostaną takie jakie są, na dodatek znalazłam świetną mieszankę olejów które faktycznie działają na moje włosy z NaturalMe. Oby do września!

Mogą również Cię zainteresować:

6 komentarze

  1. Testuję wiarę w szybko rosnące włosy, mocne paznokcie i promienną cerę. Włosy jakie były, takie są, paznokcie nawet mocniej się łamią, cera nieco się uspokoiła, ale do ideału daleko. 0 z 3 przesądów na mnie się sprawdziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na włosy jakimś cudem nie narzekam ;) A dużo Ci jeszcze zostało? Życzę żeby to z wypadaniem włosów po Cię nie dopadło :)

      Usuń
    2. Wyprzedzam Cię o 2 miesiące. Z wypadaniem zobaczymy - najwyżej zetnę i oddam na fundację, będzie mniej do wyciągania z odpływu.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze słyszałam,że cera się polepsza,a włosy i paznokcie rosną szybciej i są ładniejsze. O ile włosy są naprawdę ok,to cera to jakieś nieporozumienie 😊 w życiu nie miałam takich problemów z chrostami jak teraz !
      Tak w ogóle gratulacje ;) Też za niedługo kończę 1 trymestr i bardzo czekam.na drugi, bo podobno znosi sie go lepiej 😉

      Usuń
    2. Również gratulacje ;) Jak patrzę na siebie w lustrze to chce mi się płakać.

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń