Miesiąc z życia włosów: Wrzesień 2017 - pięć lat bez farbowania!

9/06/2017


Mijające powoli lato dobitnie uświadomiło mnie że godziny w ciągu doby niestety nie rozciągają się, a praca, rodzina, dom i działka sprawiły że praktycznie każdy okruszek wolnego czasu był zeżarty przez obowiązki. Lato było niezwykle intensywne, nie udało mi się go przeżyć bez rezygnowania z czegoś ekstra. Czymś ekstra w moim życiu jest wypoczynek (z którego ciężko rezygnować), pielęgnacja ciała i włosów oraz oczywiście blogowanie o tej pielęgnacji. Pierwsze nie podlega dyskusji, natomiast trzecie nie ma sensu bez drugiego - chyba że miałabym pisać o pielęgnacji na którą nie mam czasu ;). Darowałam sobie wpisy, skupiłam się za to intensywnie na poprawie pielęgnacji i efekty które uzyskałam zaskoczyły nawet mnie - pora na miesiąc z życia włosów (a w tym wypadku nawet dwa!)

Przez minione dwa miesiące bardziej przykładnie niż zwykle olejowałam włosy i wcierałam w skórę maść końską. Eksperymentowałam z różnymi odżywkami i maskami, bardzo często tuningowałam kosmetyki i stosowałam połączenia których normalnie bym się bała. Pomijając Woodstock na którym włosy tradycyjnie dostały w dupę to jestem bardzo dumna z pielęgnacji, widać to zresztą po aktualnej kondycji włosów. Teraz mogę je bez ryzyka nawilżać, nawet aloes działa świetnie!
Włosy nieco podrosły przez ten czas, ale ważniejsze jest to że po raz pierwszy od dwóch lat zmierzyłam obwód kucyka - ostatnim razem kiedy to robiłam to osiągnęłam ledwo żałosne 4,5 cm, w chwili obecnej to już 6,5 cm - nie sądziłam że kiedykolwiek będzie aż tak dobrze. Taki wzrost gęstości jest dla mnie odczuwalny również na co dzień, rozczesywanie włosów nie jest już takie proste i zaczęłam nawet używać specjalnego sprayu. Aha - jak widzicie zrezygnowałam ze zdjęć z koszulką - jest tak stara że zaczyna się dematerializować, coraz mniej wierzyłam temu pomiarowi i teraz będą zdjęcia bez niczego - tak aby było widać gdzie faktycznie sięgają bez przekłamań. 

Wrzesień to oczywiście moment w którym przypominam sobie zmagania z powrotem do naturalnego koloru włosów, w końcu to właśnie któregoś dnia września 2012 miało miejsce ostatnie moje farbowanie włosó - ciężko mi uwierzyć że minęło już aż 5 lat! Doskonale wiem w którym momencie pielęgnacja włosów stała się takim problemem - razem ze ścięciem reszty farbowańców moje włosy oszalały i nic im już nie odpowiadało. Przez ten czas kiedy zniknęłam wróciłam do korzeni, samych podstaw włosomaniactwa i starałam się zapomniać o tym co służyło im wcześniej, to okazało się strzałem w dziesiątkę. To że wcześniej używane namiętnie proteiny teraz zaczęły szkodzić to już wiedziałam wcześniej, teraz jednak okazało się bezkarnie mogę używać wszelkich nawilżaczy i uzyskuje dzięki nim cudowne efekty.

Jednym z kluczowych elementów powrotu do przeszłości było używanie wyłącznie łagodnych, dziecięcych szamponów. Byłam przekonana że takie nie radzą sobie z moim przetłuszczaniem, ale okazało się po kilku dniach że jest w porządku. Wybrałam Johnsons&Johnsons, uwielbiam jego zapach i jest wystarczająco łagodny, dodatkowo najtanszy szampon dziecięcy z Kauflanda. Na razie nie potrzebuje nic mocniej oczyszczającego, a skóra głowy jest czyściutka. 

Bardzo dużo działo się w temacie odżywiania włosów, wymieniłam większość kosmetyków. Średnio podpasował mi Kallos Silk (nadal lepiej niż wersja Latte), podobnie jak "syberyjskie" balsamy. Większość z kosmetyków na zdjęciach sprawdziła się względnie dobrze, ale za najbardziej interesujące uznaje olejkową kurację Isany oraz Esencję Paczula Wonna - Esencja Wierzbicki&Schmidt używana normalnie jako maska sprawdza się średnio, ale bez spłukiwania i wysuszona suszarką robi prawdziwe cuda.

Jednak to wcale nie pełna półka nowych kosmetyków sprawiła że moje włosy tak znacznie zmieniły kondycję - to bardziej to co ładowałam do tych masek. Namiętnie polewałam włosy sokiem z aloesu, wcierałam miód, cukier, nawet glicerynę - tym razem zamiast puszenia się uzyskałam gładkie i lejące włosy. Nawilżacze połączone z olejami robią prawdziwe cuda, proteiny muszę dawkować bardzo ostrożnie. 

Dla odmiany moje włosy zaczęły świetnie tolerować kosmetyki nakładane bez spłukiwania - silikonowe serum, spray do rozczesywania Dove, niektóre maski - dają świetny efekt wygładzenia. Przynajmniej raz w tygodniu wcierałam maść końską na całą noc, ostatnio robię to znacznie częściej.

A wiecie jak moje włosy zmieniały się w ciągu minionych pięciu lat? O właśnie tak!

Mogą również Cię zainteresować:

11 komentarze

  1. Widac ogromną zmianę,brawo👍

    OdpowiedzUsuń
  2. Włosy super, ale dziewczyno jak ty ładnie schudłaś! Gratuluję😘 Efekt wow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Te wahania wagi to też powód dla którego pomiar w koszulkach jest bez sensu, za każdym razem inaczej się układa ;)

      Usuń
    2. O tak, też widząc zdjęcie zwróciłam uwagę nie na włosy, a właśnie na to żę ostatnio bardzo schudłaś, gratuluję i oby nowa waga się utrzymała (nie piszę tego złośliwie, po prostu pamiętam ze starych postów że miałaś efekt jojo, ja niestety też :( )

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Włosy w bardzo fjanym stanie ! Musze sama bardziej zadbac o sowje w niedługim czasie :) Popatrze troche na twoje produkty i moze mnie ktorys skusi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tym razem maść konska przyspieszyła Ci porost ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz prze piękne włosy 😍 wlasnie tez zaczynam przygodę z zapuszczaniem pielegnowaniem włosów;)

    OdpowiedzUsuń
  6. gratuluję Ci pięciu lat bez farbowania :D
    Jak mierzysz włosy? od czubka głowy czy od momentu gdzie się na czole zaczynają włosy ?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń