Polecany post

Miesiąc z życia włosów: Kwiecień 2017

Przez ostatnie miesiące używałam głównie drogeryjnych kosmetyków, byłam w tym czasie całkiem zadowolona z kondycji włosów, była względnie wyrównana, rzadko zdarzały się Good Hair Day, ale na szczęście równie sporadycznie występowały dni kiedy miałam ochotę po prostu założyć czapkę i nie wychodzić z domu. Sporo osób zwróciło uwagę na ten sposób pielęgnacji, więc postanowiłam wymienić część występujących kosmetyków, kolejne kosmetyki jakie stosowałam były nieco bardziej włosomaniacze. Czy jestem zadowolona z takiej zmiany? Nie do końca, czasami włosy wyglądały lepiej niż przeciętnie, ale znacznie częściej stawały się spuszone czy suche. Tak jak podejrzewałam, nie sprawdza się już stosowanie mocno proteinowej pielęgnacji, która zwykle służyła moim włosom najbardziej, stąd bywały czasami załamania.

Na początku miesiąca przycięłam włosy o około 2 cm, niestety brak czasu (lenistwo?) sprawił że nie posiadam zdjęcia świeżo po podcięciu, porównanie miesięczne pokazuje więc brak różnicy w długości, faktycznie włosy odrosły około 2 centymetrów, obstawiam że to zasługa względnie regularnego wcierania maści. Patrząc na skuteczność tego specyfiku w moim przypadku ciężko jest mi przełamać się do stosowania jakiejkolwiek innej wcierki. Problemy z puszeniem się włosów i występującym czasami przesuszeniem spowodowały gorszą niż zwykle kondycję końcówek, tutaj ratowało mnie serum Fructis Goodbye Damage, które działa trochę jak photoshop w butelce.
Skóra głowy wróciła do dobrej kondycji, powróciłam do leków które brałam poprzednio i to z pewnością miało największy wpływ, dodatkowo pomogło oczyszczające serum Bionigree.

Nie zwróciłam nawet na to uwagi, ale znacznie zmniejszyła się liczba używanych przeze mnie kosmetyków, w kwietniu używałam około połowy mniej gotowych kosmetyków niż zwykle. Jeśli chodzi o mycie włosów to używałam zaledwie dwóch szamponów, jeden z nich to Joanna Chmiel i drożdże piwne - przeznaczony do włosów przetłuszczających się, o dość prostym i silnym składzie. Z drugim szamponem nieco ryzykowałam, na początku miesiąca skusiłam się na szampon Frucits Grow Strong - o tych szamponach słyszałam sporo złego, między innymi o powodowaniu łupieżu. Mimo tych opinii kupiłam go i zaczęłam stosować, po pierwszym użyciu skóra głowy pokryła się sypiącymi płatkami i już przeklinałam się za kupno, ale... przypomniałam sobie że dwa dni wcześniej nałożyłam Cerkoderm i mimo sypania się naskórka postanowiłam używać go dalej, okazało się że on tak faktycznie nie powoduje u mnie łupieżu i bezpiecznie zużyłam całe opakowanie.
 Źródłem protein w pielęgnacji jest odżywka Joanna z miodem i proteinami mlecznymi,  jeśli używałam go za często włosy się puszyły i przesuszały. Nie zauważyłam przy kupnie że zawiera ona alkohol izopropylowy i to być może on jest sprawcą pogarszania sie kondycji włosów. Z "rosyjskich" kosmetyków (produkowanych niestety w Estonii) trafił do mnie witaminowy balsam do włosów z cytryńcem chińskim. Nałożony na długość włosów powoduje silne przesuszenie i spuszenie się włosów, stają się zupełnie nieokiełznane. Znacznie lepiej spisuje się nakładana u skóry głowy, nadaje wtedy lekkości i objętości, myślę że to może być zasługa ekstraktu z mydlnicy lekarskiej znajdującego się w składzie. Zużyłam również resztę maski proteinowej Vatika i maskę Life Complete Repair, której najczęściej używałam do emulgowania olei.
Co więc nakładałam na włosy skoro gotowych kosmetyków było tak mało? Sporo tego co znalazłam w kuchni, królował miód, oleje i cytryna, po takich maskach efekty były całkiem niezłe - włosy sypkie, lekkie i elastyczne, aczkolwiek ewidetnie widać że końce potrzebują więcej silikonów niż domowe sposoby są w stanie dostarczyć. Stosowałam również gotowe laminowanie żelatyną, na końce serum Fructis Goodbye Damage, 3-4 razy w tygodniu wcierałam maść końską i z podobną regularnością nakładałam serum oczyszczające Bionigree. W kwietniu zmywał się toner Colorista Washout, co oznacza że większość miesiąca chodziłam z zielonymi końcówkami włosów, które teraz przykryte są różową pianką Venita. 

Co więc nakładałam na włosy skoro gotowych kosmetyków było tak mało? Sporo tego co znalazłam w kuchni, królował miód, oleje i cytryna, po takich maskach efekty były całkiem niezłe - włosy sypkie, lekkie i elastyczne, aczkolwiek ewidetnie widać że końce potrzebują więcej silikonów niż domowe sposoby są w stanie dostarczyć. Stosowałam również gotowe laminowanie żelatyną, na końce serum Fructis Goodbye Damage, 3-4 razy w tygodniu wcierałam maść końską i z podobną regularnością nakładałam serum oczyszczające Bionigree. W kwietniu zmywał się toner Colorista Washout, co oznacza że większość miesiąca chodziłam z zielonymi końcówkami włosów, które teraz przykryte są różową pianką Venita. 

Ogólnie z kondycji włosów jestem całkiem zadowolona, nie było najlepiej, ale mogło być również o wiele gorzej. Cieszy mnie większy przyrost i motywuje dalej do wcierania maści końskiej, pielęgnacja w maju zapowiada się ziołowo i jeszcze bardziej domowo - jak wyjdzie dopiero się przekonam.

Jak miały się Wasze włosy w kwietniu?

Komentarze

  1. Moim zdaniem powinnaś trochę popracować nad ich mocniejszym nawilżeniem :) Ze swojej strony mogę polecić zasadę - więcej olejów, mniej masek, efekty gwarantowane. Z pewnością spiszę się tutaj arganowy oraz amla :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam silną wolę jeśli chodzi o stosowanie tych wszystkich kosmetyków. Ja od święta nałożę jakąś maskę czy odżywkę. Nawet tych w sprayu, bez spłukiwania zapominam użyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie boisz się nakładać takich odważnych kolorów jeden po drugim?
    Tak pytam, bo ja na twoim miejscu bałabym się, że włosy na tym mocno ucierpią. Przecież to też się odbija na ich kondycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, używam wyłącznie produktów działających na zasadzie tonerów. Nie ma żadnych rozjaśniaczy, żadnych utleniaczy, kolor zostaje na włosach bez wpływu na ich kondycję ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.