,

Dlaczego mam kolorowe włosy?

maja 28, 2017

Chyba niewiele kobiet nie odczuwa potrzeby zmiany koloru swoich włosów - większość farbuje włosy, czasami tylko lekko modyfikując naturę, czasami stawiając na coś praktycznie przeciwnego od natury. Większość kobiet łączy swoje życiowe zmiany ze zmianą wizerunku, a tak się złożyło że nie potrafię zmienić swojego życia i jednocześnie alergia wykluczyła jakiekolwiek tradycyjne farbowanie włosów. Na tym blogu przez tyle lat miałyście okazję obserwować moje powolne dochodzenie do naturalnego odcienia włosów, stale trwającą walkę o długość i coraz lepszą kondycję, ostatnio niestety czuję się coraz bardziej zmęczona tym samym kolorem. Nie zrozumcie mnie źle, dobrze się czuję w naturalnym blondzie, uważam że wyjątkowo mi pasuje i wspaniale zmienia się w ciągu roku, nie chciałabym już nigdy zmieniać go na stałe i później znowu bujać się trzy lata z powrotem do całkowicie naturalnych włosów, ale już mnie skręca kiedy widzę zdjęcia kolorowych włosów. 

Nie chciałam ryzykować z szamponetkami, część z nich również zawiera uczulające mnie PPD, poza tym w ich wypadku istnieje bardzo duże ryzyko że kolor nigdy nie wypłucze się do końca i znowu będę musiała wracać do naturalnego koloru, a tego bardzo bym nie chciała.

Postawiłam za to na metody pozwalające mi uzyskać szalone kolory (najmodniejsze zresztą w tym sezonie) metodami nieinwazyjnymi, ale to wiąże się z kilkoma wadami - kolory na które miałam ochotę nigdy nie wyjdą idealnie na włosach które nie są przepalone rozjaśniaczem, zawsze odcień będzie mocno zmodyfikowany. Samo rozjaśnianie jest możliwe na moich włosach, to mogłabym wykonać bez jakichkolwiek problemów z alergią, ale nie zdecydowałam się na to - nie pozwoliłabym sobie na taką nieodwracalną utratę kondycji o którą tak bardzo musiałabym walczyć, na dodatek rozjaśnienie to coś czego nie da się tak faktycznie odwrócić.

Jeśli spojrzeć rozsądnie na wady zmieniania koloru włosów w mojej sytuacji to nie powinnam się na to zdecydować - kolor będzie inny od docelowego, na dodatek nie będzie na włosach równomierny, złapie dobrze wyłącznie na najbardziej zniszczonych partiach, czyli samych końcówkach i partii przy twarzy. Na dodatek nawet najłagodniejsza płukanka może nie zniknąć do końca,  jest ryzyko że z przebarwionymi końcówkami będę musiała się bujać przez kilka kolejnych miesięcy dopóki nie odrosną. Nie wszystkie kolory będą dla mnie osiągalne, część z nich nie wyjdzie zupełnie na moim naturalnym odcieniu, część z dużym prawdopodobieństwem nie zniknęłaby z nich nigdy.  Pewnie całkiem fajne efekty mogłabym osiągnąć udając się do fryzjera ale szczerze mówiąc nie mam najmniejszej ochoty na wywalanie kilkuset złotych na kolor schodzący po kilku myciach. 

Dlaczego mimo tylu wad, problemów i zastrzeżeń zdecydowałam się jednak na szalone kolory włosów? BO TAK. Bo mogę, bo mam ochotę, bo one są dla mnie, nie ja dla nich. Nie robię nic nieodwracalnego, w żaden sposób nie zaprzepaszczam tego co już osiągnęłam. Jakby było mało - jestem zdecydowanie bardziej szczęśliwa ze sobą kiedy moje włosy zmieniają kolor! 

A jak to zrobiłam? Jak na razie wypróbowałam trzy metody na nieinwazyjną i chwilową zmianę odcienia włosów.

Pianki do włosów Venita były moim pierwszym wyborem, testowałam je już w zeszłym roku, okazały się bardzo fajne i wydajne, zresztą przeczytajcie same recenzję. Wypłukiwały się stosunkowo szybko, oczywiście im bardziej porowate włosy tym wolniej.
Post udostępniony przez Dzika Wózkowa (@dzikawozkowa)

Używałam różowych odcieni, jaskrawego i bardziej brzoskwiniowego, wypłukiwały się przez różowy blond - też bardzo modny teraz odcień i ciekawy, ostatecznie po kilku tygodniach wypłukały się nie pozostawiając żadnego śladu. Mój brat testował wersję zieloną, która wypłukiwała się znacznie dłużej niż róż, była też bardziej intensywna. W ofercie dostępne jest bardzo wiele odcieni i pewnie będę jeszcze na nie polować.

Colorista Washout jest wyborem sprzed dosłownie kilku tygodni, absolutnie zakochałam się w pięknym, błękitnym odcieniu widocznym na pudełku, ale ze szkoły podstawowej wszyscy pamiętamy co daje połączenie niebieskiego z żółcią - piękną zieleń. Nieco liczyłam się z wystąpieniem zieleni w trakcie spłukiwania się, ale nie do końca spodziewałam się że pojawi się już po drugim myciu i sądziłam że wypłucze się o wiele szybciej. Na chwilę obecną zieleń nadal jest widoczna na moich włosach.
Post udostępniony przez Dzika Wózkowa (@dzikawozkowa)

Decydując się na #bluehair decydowałam się również na tą zieleń, ale kolor jest bardzo nietrwały i idealny jest tylko przez chwilę. Morska zieleń nie była aż taka tragiczna, ale po kilku tygodniach zmęczyła mnie i znudziła, więc przykryłam ją różową pianką z Venity, która spłukała się po kilku dniach i nadal wyszła spod niej zieleń. Czuję się tym już zmęczona i szybko na Washout się nie zdecyduję, sięgnęłam za to po co innego...


Post udostępniony przez Dzika Wózkowa (@dzikawozkowa)

Gencjana - sposób o którym słyszałam wiele i nigdy nie miałam okazji używać. Fiolet gencjanowy jest stosowany do odkażania skóry, mocno brudzi i zabrudzenia są ciężkie do usunięcia. Tutaj nie ma wyboru odcieni - fiolet albo nic. Wielkim plusem jest cena - dałam około 5 zł za buteleczkę która chyba starczy mi na wieczność, do płukanki zużywam pięć kropli i to wystarczy do ochłodzenia włosów od nasady i uzyskania intensywnego fioletu na końcach. Kolor jest bardzo specyficzny, ale zakochałam się zupełnie w tym w jaki sposób się wypłukuje.

Post udostępniony przez Dzika Wózkowa (@dzikawozkowa)

Intensywny fiolet trzyma dwa mycia, potem zaczyna zanikać. Fiolet gencjanowy ma za to taki odcień że szanse na wypłukiwanie sie przez zieleń są znikome - w miarę znikania na moich włosach pojawiał się błękit idealny, wchodzący lekko w szary, stalowy - kiedy gencjana spłukała się całkowicie okazało się że za taki sposób spłukiwania się odpowiada przebijająca zieleń - gencjana zniknęła, trawiasta poświata pozostała. Na taki właśnie odcień liczyłam używając produktu L`Oreal Colorista Washout, ale okazuje się że zwykła gencjana w trakcie wypłukiwania jest perfekcyjna.
Na zdjęciu wydaje się nieco zielony, ale musicie mi na słowo uwierzyć - to piękny stalowy błękit!

Kilka myć już minęło, a kolor stał się bardzo subtelny, prawdopodobnie (liczę na to!) zostaną mi jedynie nieco ochłodzone końcówki. Mimo tylko jednego odcienia muszę przyznać że gencjana to najlepszy sposób na zmianę odcienia jaki do tego pory testowałam! 


Co mi pozostało? W zasadzie nie próbowałam jeszcze typowych tonerów do włosów, ale jakoś nie mam na razie na to ochoty, nieco przeszkadza mi koszt i nie do końca zdaję sobie sprawę jakby zachowały się na naturalnych włosach o niejednolitej porowatości. 

Dobrze mi z kolorowymi włosami, czuję się w nich świetnie i często będę zmieniać ten odcień. Nie, nie żal mi włosów - one są dla mnie, po co mi włosy które nie cieszą? I nie, nie rujnuję ich ciężko wypracowanej kondycji, na to bym się nie zdecydowała, zwyczajnie używam produktów i sposóbów które mają bardzo niewielki wpływ na kondycję.

Zdecydowałyście się kiedyś na kolorowe włosy? Jakie jeszcze macie nietrwałe i nieinwazyjne sposoby na szaleństwo na głowie?

Mogą również Cię zainteresować:

12 komentarze

  1. Przez pewien czas na okrągło używałam gencjany. Czasami rozcieńczałam pigmenty z farb Naturii aby uzyskać srebrny , gołębi. W szafce czeka też wiśniowa szamponetka. Lubię bawić się z kolorami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Srebrny też mi się marzy, ale chyba mam za ciemne włosy ;) No cóż, poczekam aż osiwieje!

      Usuń
  2. W liceum eksperymentowałam z bibułą - efekt krótkotrwały, ale cała paleta barw :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bibułę też kiedyś przerabiałam, te czasy młodości ;)

      Usuń
  3. Różowe embre fajnie wygląda na blond włosach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzyłby mi się czysty, pastelowy róż, ale to wiązałoby się z rozjaśnieniem ;) Dobrze że takie akcje są wykluczone bo skończyłabym bez włosów ;)

      Usuń
  4. Nie słyszałam by używać gencjany do farbowania włosów :) To dla mnie nowość ! Efekt wygląda super !

    OdpowiedzUsuń
  5. "Szalone" kolory włosów są coraz cześciej widoczne na ulicy :) Ładnie Ci w nowym kolorku :)

    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzy mi się różowe złoto na końcówkach, ale dopiero je ogarnęłam po zimie, więc poczekam do woodstocku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj u mnie różowa Venita (ale ja używam numerku 32, on jest najbardziej oczojebny) nie schodzi z końcówek już NIGDY, a włosy mam w 100% zdrowe i wybitnie niskoporowate (naturalny blond):).
    Po 3 myciach kolor spłukuje się do obrzydliwego ciepłego odcienia, który nazywam pieszczotliwie kolorem rzygowin, i niestety tak już zostaje.
    No chyba, że nie farbuję przez następne pół roku, wtedy w miarę go już nie widać (myję codziennie,czasem co drugi dzień, więc ile to myć schodzi!).

    Ja używam Venity i gencjany zamiennie, gencjanę daję na końce zazwyczaj wtedy, gdy Venita jest już bardzo sprana, a ja nie mam czasu siedzieć z nią pół godziny.
    Ja nie mieszam gencjany z odżywką, tylko rozcieńczam w szklance i moczę włosy :).
    Gencjana trzyma się u mnie przez jedno, rzadziej 2 mycia i dość dobrze radzi sobie z obrzydliwą poświatą po Venicie bo mocno ją ochładza, ale i tak końcówki mają wyraźnie inny kolor.
    Spłukiwania się do blękitu niestety nigdy nie uświadczyłam :(

    Z tego co wiem, tonery nie chwytają wgl nierozjaśnionych włosów, no chyba że miałabyś naturalną platynę (znałam jedną posiadaczkę takowych).

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie po niebieskim została niestety zielona poświata ;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń