(90) Smażalnia

czerwca 12, 2016

Znowu w życiu mi nie wyszło... aż miałabym ochotę zanucić. Nie będę jednak wyprzedzać faktów i szybciutko opowiem Wam co wpakowałam na te moje biedne kłaczki że doprowadziło to do aż takiej tragedii. 
Na początek doszłam do wniosku że do urodowego deadline pozostało mi niewiele więcej niż miesiąc i z tego powodu uderzam z grubej rury z przyśpieszaniem porostu i ładuję wszystko co się da. 
W efekcie wymieszałam esencję Andrea z ostatnimi ampułkami wcierki Placent Activ, do tego rozrobiłam całość w ostatnich kroplach Loxonu (wypadną czy nie wypadną?) i wtarłam na całą noc. Rano, jeszcze przed myciem wmasowałam w skalp i długość włosów maskę Pilomax Wax Kamilla, która przeznaczona jest do farbowanych włosów blond. Po pół godzinie trzymania maski, nie zmywając jej nałożyłam przy skórze głowy rozbełtany z wodą szampon 3w1 z Oilian i po chwili masażu spłukałam. Moje włosy ostatnio raczej idą w stronę suchości, szczególnie długość która ostatnio zasycha na sianowaty dół, więc ciapnęłam jeszcze nieco absolutnie boskiej odżywki Paul Mitchell, która zawsze robiła cuda z moimi włosami. Spłukałam, pozwoliłam im wyschnąć naturalnie, w międzyczasie spsikałam mgiełką Argan Hair. Do tego momentu było dobrze....
Zauważyłam że są jeszcze trochę suche, więc postanowiłam wygrzebać z szafki resztki oleju śliwkowego, którego kiedyś namiętnie używałam do zabezpieczania końcówek. No cóż... trzy krople to stanowczo za dużo, kiedy rozsmarowałam go na długości stało się dokładnie to co widzicie na zdjęciu powyżej - na mojej głowie dokonało się cudowne rozmnożenie i włosy wyglądały jakbym chlusnęła na nie z pół butelki. 


No cóż, gdybym odpuściła sobie ten olej to pewnie nie byłoby tak źle - w końcu dostarczyłam im całkiem sporej dawki protein, które tak kochają. Posunęłam się jednak o jeden krok za daleko (a może o dwie krople?) i skończyłam z prawdziwą smażalnią na głowie - u nasady włosy były bardzo fajne, lekkie i elastyczne, natomiast od ucha zaczynała się tragedia - nie pozostało mi absolutnie nic innego jak tylko spiąć włosy i tak spędzić cały dzień. Pociesza mnie jedynie to, że na dłuższą metę i tak wyjdzie im na dobre, nadal jednak nie przestaje być zszokowana tym jak minimalna ilość oleju mogła aż tak zadziałać na moje włosy.

A Wy co zrobiłyście dzisiaj dla swoich włosów? Udało się Wam?

Mogą również Cię zainteresować:

4 komentarze

  1. No rzeczywiście za dużo oleju,włoski wyglądają na mokre albo mocno przetłuszczone,mnie też często zdarza się przesadzić z olejem.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie 3 krople oleju to też za dużo, ale ostatnio stosuję fajny sposób: 1-2 krople oleju mieszam na dłoni z jedną porcją silikonowo-olejowego serum (aktualnie Mythic Oil) i taką mieszanką wygładzam prawie suche włosy po myciu. Nie obciąża i ładnie wygładza mój puch, więc przestałam już stosować olej solo po myciu.

    OdpowiedzUsuń
  3. rzeczywiście...o te 3 krople za dużo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń