, , ,

Esencja Andrea - jak sprawdziła się u mnie?

5/06/2016

Istnieją produkty, które dosłownie falami przelewają się przez blogosferę i podbijają serca  wielu dziewczyn. Czasami jest to kwestia zabiegów marketingowych producenta, włącznie z obsypywaniem blogerek "darami losu", czasami jest to kwestia po prostu odkrycia ciekawego produktu przez jedną z blogerek. Z Esencją Andrea jest to raczej ten drugi przypadek, po raz pierwszy usłyszałam o niej na blogu Ania Maluje, który namiętnie śledzę. Ania zyskała oszałamiający przyrost 5 cm po użyciu Andrei, więc masa dziewczyn rzuciła się i zamówiła własne esencję, oczywiście ja nie byłam wyjątkiem.
Mam spore wątpliwości co do bezpieczeństwa stosowania produktów o właściwie niewiadomym składzie, do tego pochodzących z Chin. Z drugiej strony - wypróbowałam już wiele bardzo dziwnych kuracji na porost włosów, więc co mi szkodzi przetestować kolejną? Na paczuszkę czekałam miesiąc, kiedy dotarła pierwsze co zrobiłam to kilka prób alergicznych. Podobnie jak z maścią końską, esencję Andrea testowałam na zgięciu łokcia, za uchem i w końcu na małej części skalpu. 
Mimo używania do tego nierozcieńczonej esencji nie zauważyłam nawet najmniejszej reakcji na skalpie, więc przystąpiłam do normalnego używania. Nie chciałam też żeby wcierka bazowa miała wpływ na efekt, więc esencję rozrabiałam na oko w różnych bazach - olejkach dwufazowych, tonikach, odżywkach, czasami w szamponie. Z początku esencję zostawiałam tylko na chwilę, później na całą noc w przypadku robienia z niej wcierki, oczywiście szampon przetrzymywałam jedynie 3 minuty. Każdorazowo robiłam porcję na nie więcej niż 2-3 dni. 
Olejek zamawiałam z tego linku, ale nie jest już dostępny. Produkt był nieźle zapakowany, kartonik był również zafoliowany, nic się nie rozlało ani nie pękło. Płaciłam szybkim przelewem i gdyby ktoś był ciekawy to myślę że Aliexpress jest bezpieczniejsze dla kupującego niż Allegro. Nie będę się rozwodzić nad składem, mam świadomość że raczej nie poznamy pełnego składu, chyba że przeczytacie sobie na opakowaniu ;) Podobno ma zawierać dużo imbiru i ziół, zapach jest dokładnie taki jak świeżego imbiru, więc wcale nie wykluczam. 
Ale skoro już tu jesteście to pewnie niewiele obchodzi Was opakowanie czy dumanie co może mieć ta esencja w składzie, jesteście tu pewnie po efekty i żeby sprawdzić czy nie wyłysiałam. 

Jak było z przyrostem? Miarka mówi 1,5 cm, ja mam wrażenie że jest sporo więcej, pomiar koszulkowy daje wynik przynajmniej dwa razy większy czyli 3 cm. Któremu wierzyć? Ciężko jest mi powiedzieć, mam teraz duże problemy z wiarygodnym i dokładnym pomiarem długości, myślałam że miarka sprawdzi się, ale nie wychodzi mi to mierzenie, więc wszystko pozostanie orientacyjne. Jakikolwiek by ten pomiar nie był, wychodzi na to że przyrost przyśpieszył i to znacznie, nie jest to 5 cm, ale wynik jest bardzo przyjemny, szczególnie w momencie desperackiego zapuszczania włosów. 
Kondycja skalpu była bardzo różna, wiele dziewczyn pisało o występującym łupieżu, z tego powodu między innymi stosowałam różne bazy - oleje i odżywki miały zredukować potencjalne przetłuszczenie. W miesiącu w którym stosowałam Andreę pojawił się łupież, ale nie jestem pewna czy był związany z tą właśnie wcierką. Najprawdopodobniej problemy hormonalne powodują różne nieprzyjemne dolegliwości na całej skórze. Łupież pojawił się jedynie przez tydzień, potem zniknął, w tym czasie kondycja mojej skóry była zwyczajnie opłakana. 

A jak z baby-hair? Nie zauważyłam ich wysypu, ale może to być kwestia tego że maść końska wysypała to co już miało się pojawić i zwyczajnie nie ma już co wyrosnąć, szczególnie że z jednego mieszka wyrastają mi często po 2-3 włosy. Sytuacja wygląda gorzej na czubku głowy, gdzie pojawia się mocny prześwit, za to zakola są dość ładnie zarośnięte, nieco babyhair właściwie pojawiło się wszędzie poza nieszczęsnym czubkiem.
Czy mogę z czystym sumieniem polecić Wam esencję Andrea? Absolutnie NIE!
Jest to produkt o wątpliwym pochodzeniu, o nieznanym składzie, niedopuszczony na europejski rynek. Nie wiadomo jakie efekty może przynieść jego długotrwałe używanie, nikt nie zagwarantuje że po jego użyciu nie wyłysiejecie. Podobnie jak inne nietypowe kuracje, ta esencja powinna być używana z najwyższą ostrożnością i na własne ryzyko, nie mogę więc nikogo namawiać na jej kupno i używanie, ja jednak ostatecznie jestem zadowolona i myślę że prędzej czy później wykorzystam kolejne opakowanie ;) 

Skusiłyście się czy wolicie tak nie eksperymentować? 

Mogą również Cię zainteresować:

24 komentarze

  1. Na zdjęciach widać, że włosy urosły:). Ja czuję, że muszę spróbować i właśnie zabieram się za zakup, ale niestety mam wątpliwości.
    Słyszałam, że pojawiło się dość sporo podróbek Andrei, co jest dość szokujące zważywszy, iż cena nie jest zbyt wygórowana. Czy jest jakiś sposób, aby rozpoznać oryginał? Ceny wahają się od 0.99$ do nawet 10$, czy te najtańsze to podróby, a te droższe na pewno są oryginalne??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy cena jest dobrą kategorią po której należy wybierać, słyszałam również że Andrea występuje w wersji olejku i esencji. A może po prostu korzystaj ze sprzedawców u których kupowały dziewczyny, które uzyskiwały efekty?

      Usuń
  2. tyle już czytałam na temat tego olejku, ale na razie wolę nie ryzykować przy moim wrażliwym skalpie skłonnym do łupieżu z powodu suchej skóry :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że lepiej nie, a sprawdziły się u Ciebie jakieś wcierki?

      Usuń
  3. Czekałam na ten post :) Na Aliexpres robiłam zakupy kilka razy i nigdy nie miałam problemów. Do wcierki natomiast nadal nie jestem przekonana i chyba się do niej nie przekonam, za dużo niewiadomych. Dobrze, że Tobie nie zaszkodziła, też jestem w trakcie zapuszczania włosów i chętnie przetestowałabym coś nowego, ale to chińskie cudo chyba sobie daruję :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo niewiadomych, ale jednak zaryzykowałam ;)

      Usuń
  4. JA się z Andreą polubiłam, nie wyłysiałam ;)
    Wychodzę z założenia, że Chinki też coś tam używają i żyją ;)
    Ale jasna sprawa pewności nie mamy co jest w środku, z tym, że ja rodzimym firmom też nie do końca ufam, bo nie stoję nad nimi i nie wiem, czy wrzucają do kosmetyku to co deklarują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę żyć złudzeniami że w kosmetyku jest dokładnie to co producent wypisał na etykiecie, dla dobra mojego zdrowia psychicznego nie dopuszczam innej możliwości.

      Usuń
    2. Aniamaluje w końcu dotarła do pełnego składu, którym okazały się różne zioła z tego co pamiętam, nic strasznego i szkodliwego. A nasze rodzime firmy mają najczęściej takie cuda w składzie, że strach patrzeć. Albo cenę, ale efekt ten sam ;)

      Usuń
  5. Wyglądają o wiele lepiej, takie gładkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długość może i gładka, ale nie mogę się doczekać kiedy będę mogła podciąć końcówki.

      Usuń
  6. tez mierzę włosy miarką i nie wiem, czy jej jezcze wierzyć bo od 3 msc moje włosy niby są tej samej długości, a jednak widzę, że rosną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda że poza pasemkiem kontrolnym w zasadzie nie ma możliwości mierzyć porostu w 100% wiarygodnie.

      Usuń
  7. Najlepiej na jakiejś starej bluzce mazakiem nakreślić linię co 3 lub 5 cm i mierzyć :D Widać po zdjęciu,że włosy urosły i to za sprawą wcierki bo nie wierzę,że te ok. 2cm urosłyby w miesiąc same z siebie. Jednak ja miałabym trochę obawy przed taką wcierką, tym bardziej że mój skal jest bardzo wrażliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że z bluzką to jest ok dopóki nie mamy wahań wagi - 5 kg plus albo minus i już się inaczej układa.

      Usuń
  8. Bardzo mnie zaintrygowałaś tym produktem, muszę powiedzieć, że chyba się kuszę. Szczególnie, że jest tani jak barszcz. Jak tylko znajdę innego sprzedawcę to biorę i będę testować!

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać u Ciebie efekt :) ja właśnie czekam na swoją Andreę i nie mogę się doczekać testowania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Czasami jest to kwestia zabiegów marketingowych producenta, włącznie z obsypywaniem blogerek "darami losu"" Powiem Ci, że poczułam się mega urażona, bo mimo tego, że dostaję duże ilości kosmetyków, nigdy nie odważyłabym się napisać pochwalnych rzeczy na temat czegoś, co u mnie nie dało rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz czyste sumienie to nie masz powodów czuć się obrażona ;) Nie napisałam że wszystkie tak robią, ale dużo dziewczyn niestety za byle pierdołę smaruje pozytywne recenzje i to najlepiej drugiego dnia po przyjściu produktu. Blogerki są różne, nie chciałam obrażać nikogo uczciwego!

      Usuń
  11. A ja się chyba nie skuszę, bo jakoś nie zależy mi na przyroście. Już zaczynam mieć za długie i powoli nie radzę sobie. Ale u ciebie faktycznie widać spory przyrost. Widoczny był już jakiś czas temu. I fajniusie masz te kudełki. Szkoda, że nie dodałaś filmiku.
    Abrakadabra

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba nie jestem jeszcze gotowa na aż takie eksperymenty :) Póki co mam masę rodzimych produktów do przetestowania,w tym zrecenzowaną przez Ciebie rzepę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Skonczylam pierwsza butelke. To ustrojstwo chyba dziala...
    Zdjecia tu: http://kotowilk.blogspot.com/2016/06/esencja-andrea-na-porost-wlosow-efekty.html?m=1

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń