(85) Rzut kokosem - Palmers, Protein Pack

5/01/2016

W zeszłym tygodniu na konferencji Meet Beauty otrzymałam małą paczkę proteinowej maski do włosów Palmers. W mojej łazience w różnych miejscach poupychane są próbki i próbeczki, miniatury i jedyne czego w niej brakuje to dodatkowe miejsce. Te włosowe staram się zużywać podczas kolejnych niedziel dla włosów, myślę że to idealna okazja wykorzystać je i jednocześnie mogę wam napisać co nieco o efektach. 

Od czego zaczęłam? Na długość włosów nałożyłam olej kukurydziany, który w tym miesiącu stał się moim niewątpliwym ulubieńcem. Olej potrzymałam przez kilka godzin i nastąpiła pora na mycie. Do szamponu Pharmaceris przeznaczonego do włosów wypadających i mającego stymulować ich porost dolałam solidną porcję wcierki Andrea - starałam się używać jej prawie codziennie, w bardzo różnych formach, tym razem padło na taką jaką poleca sam producent. Szampony tego typu powinno się przetrzymywać na skalpie nieco dłużej, inaczej substancje aktywne w nich zawarte nie mają szansy zadziałać, więc staram się trzymać je kilka minut, zwracając szczególną uwagę na ochronę końcówek. 
Po spłukaniu szamponu nałożyłam bardzo solidną porcję maski Palmers. Co producent o niej pisze? Kuracja ma mieć przede wszystkim dużo protein i olej kokosowy, który ma przecież zdolność wnikania do wnętrza włosa, ma również nawilżać  i wzmacniać cebulki. Co mówi nam skład? No cóż, nie jest zbyt różowo, maska jest wypchana różnymi silikonami, faktycznie znajdzie się kilka protein (keratyna, jedwab, mleczne), olej kokosowy w składzie znajduje się niżej niż hydrolizowana keratyna. 
Kurację proteinową przetrzymałam na włosach przez 15 minut, nie wychodziłam z nagrzanej kabiny prysznicowej, tak aby wykorzystać pełne możliwości maski Palmers. Po dokładnym spłukaniu włosów pozwoliłam wyschnąć im naturalnie i tylko je przeczesałam.
Włosy po kuracji proteinowej stały się mocno wygładzone na mniej zniszczonej długości, wręcz na granicy obciążenia, jednak końcówki były nadal zbyt lekkie, ze skłonnościami do latania i lekkiego puszenia się. Nie do końca odpowiada mi efekt który uzyskałam dzięki tej masce, włosy na zdjęciach wyglądają ślicznie, ale na żywo nie było tak cudownie. Nie wiem czy to wina silikonów, ale znajdowała się na nich lekka jakby powłoczka. 


Jeśli miałabym wymienić największą zaletę tej maski, coś co sprawiło że mam ochotę zużyć saszetkę do końca to absolutnie zniewalający, kokosowy zapach, który utrzymał się na włosach przez cały dzień. Jeśli należycie do fanek kokosa to pewnie podobnie jak ja po jej użyciu będziecie chodzić i wąchać bez przerwy włosy. 
Jak odpowiada mi całościowy efekt? Nie do końca jestem zadowolona, z przyjemnością zużyję resztę saszetki, ale nie sięgnę po ten produkt ponownie.

Jak spędzacie majówkę, wykorzystujecie ten czas żeby zrobić dla swoich włosów coś ekstra? Mi na razie pozostało kuśtykanie po domu ;) 

Mogą również Cię zainteresować:

8 komentarze

  1. Piekne. Śledzę twojego bloga juz jakiś czas. Wiele razy wracałam do swojego koloru no ale cóż zrobiłam sobie 2 dni temu ombre�� nie mogę wytrzymać bez farbowania�� ja dziś zafundowałam olej z czarnuszki i maska pogrubiającą. Ale dzisiaj znowu grill więc zapaszek na włosch murowany. Rozpoczełam również kurace chlorella super alga. Czy coś zdziała na me włosy zobaczymy�� pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś słyszałam o chlorelli ale mnie nie przekonuje, daj znać koniecznie o efektach :) Zazdroszczę grilla, ja siedzę w domu z obolałą nogą ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja też się z nim polubiłam, bardzo przyzwoity szampon :)

      Usuń
  3. Jak patrzę na twoje włoski,to tak,jak bym patrzyła na swoje,ale twoje są bardziej ujarzmione,trochę lepiej dociążone niż moje.Moje są zniszczone i bardzo się puszą.A i bardzo,ale to bardzo podoba mi się to,ze zamieszczasz te króciutkie filmiki na,których poruszasz włosami,majtasz nimi na wszystkie strony :-O.Świetne naprawdę.Można zobaczyć jak zachowują się włosy za każdym razem po zapodaniu im różnej pielęgnacji.Nie spotkałam się z tym,na żadnym innym Blogu.Super pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Po prostu zauważyłam że zdjęcie bardzo rzadko oddaje efekt jaki uzyskało się dzięki takiej konkretnej pielęgnacji, czasami jest tak że na zdjęciu prezentują się cudnie a w ruchu tragedia.
      A jak służy Ci proteinowa pielęgnacja? Moje potrzebują właśnie protein żeby były dociążone, bez nich mam puch i masakrę.

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.