Polecany post

(84) Weekend dla mnie!

W minionym tygodniu niedziela dla włosów nie istniała, spędziłam niesamowicie intensywny weekend w Warszawie i koniecznie muszę pochwalić się Wam co dokładnie tam robiłam. Jeśli śledzicie mnie na instagramie to pewnie już wiecie o co chodzi ;)

W sobotę rano wyruszyłam do Warszawy na konferencję Meet Beauty - to już drugie takie spotkanie, na poprzednim również byłam, ale nieco mnie rozczarowało, zaduch, ścisk, hałas. Tym razem spotkaliśmy się na Stadionie Narodowym (jaki on wielki!) 

Po oficjalnym rozpoczęciu konferencji przystąpiłam do wędrówki po stanowiskach wystawców, można było spokojnie zapoznać się z nowościami i ciekawostkami z ofert różnych firm. Oczywiście nie mogłam się oprzeć i wykonałam kolejne już w krótkim czasie badanie skóry głowy organizowane przez markę Pilomax, dzięki temu będę miała możliwość zapoznania się z ich przeciwłupieżowym szamponem. Spytałam również o problemy z bardzo różną konsystencją ich masek do włosów i podobno nie tylko ja na to narzekam, ostatnio mają sporo takich zgłoszeń. 
 Marka Got2B pozostawiła do naszej dyspozycji dwójkę zdolnych fryzjerów, mam problemy ze stylizacją moich włosów, więc chciałam zobaczyć jak to jest jak zajmie się nimi ktoś profesjonalnie. Zażyczyłam sobie objętości i to właśnie otrzymałam, efekt jednak średnio mnie satysfakcjonuje. Pewnie po prostu oczekuje zbyt wiele ;)
 Bardzo podobały mi się warsztaty Tołpa traktujące o tym jak kupować mniej. Wiem, że co do tych właśnie warsztatów uczucia były bardzo mieszane, ale ja byłam zachwycona. Zawsze podobała mi się filozofia marki Tołpa, ich uczciwość wobec klientów i bardzo rozsądne obietnice, na ich produktach nie znajdziemy informacji o super hiper mega innowacyjnych, opatentowanych kompleksach, które nas wygładzą, zeszczuplą i znikną zmarszczki o 110% już po pierwszym użyciu. 
 Warsztaty Indigo - poznałyśmy Shea Manicure i posłuchałyśmy o najczęściej spotykanych błędach i problemach w manicure hybrydowym, myślę że kilka rozwiązań zastosuje w domu. Ich stanowisko było cudne, kolorowe i dość charakterystycznie pachnące. Zakochałam się w kolorach hybryd i coś czuję że będę musiała je przetestować, jednak nie zmienia to faktu że uważam że pewne rzeczy które zostały tam powiedziane były po prostu głupotą. 
Słyszałyście o rękawicach do demakijażu Glov? Ja słyszałam o nich całkiem sporo, ale bardzo ciężko mi było uwierzyć w ich faktyczne działanie. Jak kawałek ścierki ma zmywać makijaż (również wodoodporny)? Od razu jak dotarłam do hostelu Metro to przystąpiłam do testów i do tej pory nie mogę wyjść z szoku - Glov faktycznie działa. 

No właśnie, hostel. Zależało mi na tanim, a nawet bardzo tanim noclegu i udało mi się znaleźć coś w przyzwoitej cenie, ale muszę jeszcze nieco przemyśleć jaka jest moja opinia o tym - wieczór był niezapomniany. 

Następnego dnia wstałam jak tylko zrobiło się jasno, spakowałam się, wymeldowałam i ruszyłam ponownie w okolice Stadionu Narodowego, przerażającym SKM. Na następnej stacji wsiadł prawdopodobnie pijany bluźniący się i zataczający gościu z rozbitą głową, cały we krwi. Warszawo, dziękuję za tak emocjonujące przeżycia. 
Jeśli obserwujecie mnie na Insta to pewnie już wiecie - wybrałam się na organizowany podczas Orlen Warsaw Marathon Bieg Oshee na 10 km. Trzymałam to w tajemnicy, ale od stycznia wróciłam do biegania i udało mi się poczynić znaczne postępy. Poprzednio przebiegnięcie 1 kilometra było dla mnie wielkim sukcesem, który skończył się kontuzją i rzuceniem biegania, tym razem zaparłam się i zaczęło mi to całkiem wychodzić. Regularnie trenuję, biegam głównie po lesie dystans około 6-7 km, dałam się namówić na 10 km. Kilka razy wcześniej zdarzyło mi się biec taki dystans, ale na spokojnie i po lesie, zdecydowałam się na start w Biegu Oshee bo wiedziałam że taki dystans w takich warunkach jest dla mnie gigantycznym osiągnięciem. Nie liczyłam na żaden przyzwoity czas, którym mogłabym się pochwalić, cudem było dla mnie dobiegnięcie w maksymalnym czasie 1:40. 
Strefę startową wybrałam bardzo rozsądnie, na samym końcu. W tym czasie było chyba najmniej biegaczy, za mną startowało dosłownie kilkanaście osób, jak widzicie za nami jechała tylko karetka. 

Czy miałam kryzys? No cóż, cały czas zadawałam sobie pytanie na co mi to w ogóle i po co zdecydowałam się na takie szaleństwa, ale inna biegaczka i kibice motywowali mnie do dalszego biegu. 
I pamiątkowe zdjęcia ze startu  - wiem że jestem grubiutka, ale jeszcze nie widziałam zdjęcia na którym wyszłabym aż tak źle ;) Nie, nie jestem w ciąży ;) Ale wiecie co? Niewiele mnie to obchodzi, najważniejsze jest to, że dałam radę, jestem nieziemsko dumna z siebie i naładowałam się motywacją na długi czas :) 
Za rok może zejdę poniżej godziny? Nie biegłam wczoraj na czas, wyzwaniem i prawdziwym zwycięstwem było dla mnie samo dobiegnięcie, przełamałam pewne bariery (i być może kolano) i mimo zmęczenia, bólu i ogólnego zniechęcenia dobiegłam do mety. Najgorsze zwątpienie dopadło mnie przed samą metą, chwilę wcześniej minęłam karetkę z ratownikami reanimującymi jednego z biegaczy, a mi coraz bardziej dokuczał ból i zmęczenie - kiedy zobaczyłam metę miałam ochotę usiąść na krawężniku i się rozpłakać, ale dzięki kibicom nie poddałam się. Dobiegłam w czasie 1:19 i mimo tego że ten wynik jest dosłownie jednym z ostatnich to popłakałam się ze szczęścia i zmęczenia.
A tak wyglądałam jak kończyłam. Będę uparcie trzymać się wersji że czerwień na mojej twarzy to po prostu światło odbijające się od czerwonego dywanu. 

I oczywiście pamiątkowe zdjęcie już za metą, teraz pozostało jedynie usiąść i się popłakać ;) Dałam radę, a na dodatek w trakcie przygotować na wadze poleciało aż 8 kg, co jest szczególnie ważne w obliczu faktu że liczba moich zaburzeń hormonalnych zaczyna się powiększać. Kiedy tylko wyleczę kontuzję kolana to zaczynam trenować tak, aby ta dyszka przestała być dla mnie wyzwaniem. 

Co jest osiągnięciem z którego jesteście dumne? A może Wy również biegłyście w niedzielę w Warszawie? 

Komentarze

  1. Gratuluję ukończenia biegu, ja bym chyba miała z tym spore problemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, sama nie spodziewałam się że będę do tego zdolna :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i pulchniutka, ale słodziutka i do tego wytrwałą! Ja jestem pełna podziwu, bo osobiście zdechłabym po kilometrze! Gratuluję! Jesteś super dziewczyna!!! Żałuję tylko, że nie spotkałam Cię na Meet Beauty...ale jeszcze będzie na pewno okazja! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow!!! Gratulacje! Jesteś super!!! Nie wagą mierzy się wielkość człowieka!!!!

    Ja tam jestem chuda, ale 100 metrów bym nie przebiegła, bo siadają wszystkie stawy.
    Abrakadabra

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Chyba jako jedyna uczestniczka Meet Beauty skończyłaś wycieczkę maratonem:) Ostatnio po 2 letniej przerwie wróciłam do biegania i chociaż ćwiczę w domu moja kondycja jest tragiczna:) Dawniej biegałam 5 razy w tygodniu po 6-8 km, podobnie jak Ty:) W sobotę po 2 km padłam żywcem delikatnie mówiąc - na pysk:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maraton to nie był, chyba bym umarła na miejscu ;) Kto wie, może za rok ;)

      Usuń
  6. było super na Meet Beauty! Gratuluję biegu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej nawet nie wiedziałam, że bedziesz na meet beauty ! Szkoda, że się nie zobaczyłyśmy :(
    Mi własnie tołpa się nie spodobało, za to Lirene i Indigo jestem zachwycona !
    Gratuluje biegu ! :) Moj start cały czas przede mną :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje :) I naprawdę świetnie, że znalazłaś czas dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielkie, wielkie gratulacje dla Ciebie! ja nie biegam i dla mnie jeden kilometr jest abstrakcją! :) To musiało być niesamowite przeżycie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.