, , , , , , ,

Hity i kity stycznia

2/05/2016

Pomysł na tą serię wpisów siedział w mojej głowie już od dawna, a zdecydowałam się ją w końcu rozpocząć, kiedy przy sprzątaniu łazienkowej szafki zorientowałam się ile kosmetyków zużywam i nie napiszę Wam o wrażeniach. Nie zawsze zdążę, nie zawsze te kilka zdań opinii zasługuje na osobny wpis - tak właśnie powstaje seria hitów i kitów minionego miesiąca.

Essence, Maximum Definition Volume Mascara

Tusz Essence maximum definition volume mascara - silikonowa szczoteczka
Uwielbiam kosmetyki Essence, są bardzo tanie i w większości co najmniej dobre. Kiedy wybierałam się na szybkie zakupy chciałam spróbować coś z nowości Essence, wśród których jest właśnie ten, pogrubiający tusz i nowy, wydłużający - I Love Long Lashes, który właśnie chciałam zakupić. Niestety, śpieszyłam się i złapałam właśnie ten, zorientowałam się dopiero w domu. 
Mimo tego, że chciałam kupić zupełnie inny tusz to z tego jestem bardzo zadowolona. Silikonowa szczoteczka bardzo ładnie rozdziela rzęsy, nakłada równomierną warstwę tuszu, nic się nie grudkuje, nie osypuje, nie ściera. Nie jest wybitny, nie robi spektakularnego efektu, to po prostu bardzo, bardzo dobry tusz i jeśli liczycie na widoczny i względnie naturalny efekt to zdecydowanie powinnyście go wypróbować, za 12 zł warto! 

Fa, Antyperspirant Sport

Od wielu lat byłam wierna Blokerowi z Ziaji, on zresztą był tematem pierwszej kosmetycznej recenzji na tym blogu. Ostatnio skończyłam kolejne już opakowanie i szybko potrzebowałam kupić następne, lub coś o zbliżonym działaniu. Wszystkie kulki Vichy, Etiaxil czy podobne są koszmarnie drogie, tymczasowo postanowiłam wziąć kulkę Fa, co okazało się być strzałem w dziesiątkę. Kosztuje w promocji 5 zł, jest znacznie przyjemniejsza w użyciu od Ziaji i łagodniejsza dla skóry i zapewnia taką ochronę jak standardowy bloker. 

Flos-Lek, Żel pod oczy na sińce z arniką

Cały czas chodzę z podpuchniętymi oczami, pod którymi widać wyraźnie wielkie cienie, których nie zakryje żaden korektor. Z ręką na sercu muszę przyznać, że nie stosuję kremów pod oczy, zawsze miały tendencję do migrowania do oczu i wywoływały podrażnienie i łzawienie. Ten żel jest o tyle ciekawy, że producent zaleca stosowanie go również na powieki i okazało się że w żaden sposób nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie migruje i pięknie się wchłania. Najważniejsze jest to, że już po tygodniu stosowania zauważyłam zmniejszenie się cieni pod oczami, a przechowywany w lodówce cudownie redukuje opuchliznę. 

Iwostin, Purritin Żel do mycia twarzy

Zwykle myłam twarz mydłem Alepp, później przyszedł czas na żele, całkiem nieźle sprawdzał mi się Effaclar, aż w moje ręce wpadł żel z Iwostinu. No cóż... oparty na SLES i kilku łagodniejszych substancjach myjących. Dziwny zapach i dziwna konsystencja. 
Nie jestem przekonana do takich kosmetyków marki Iwostin, żel do mycia twarzy raczej mnie rozczarował. Używanie go było niezbyt komfortowe, a to wszystko przez konsystencję ześlizgującej się galaretki i niezbyt przyjemny zapach. 

Lumene, Matt Control Oil-Free Foundation

Od kiedy pracuje w klimatyzowanych pomieszczeniach mam coraz większy problem z podkładem. Błyskawicznie się błyszczę, niektóre podkłady mają tendencję nawet do schodzenia w formie nieestetycznych plam, jakby odpadła mi szpachla. Trochę eksperymentowałam z podkładami i trafiłam w końcu na podkład matujący marki Lumene i absolutnie się zakochałam. Nie schodzi w plamach, bardzo ładnie się trzyma i daje idealne wykończenie - matowe, ale z drugiej strony dające efekt świetlistej cery - czego chcieć więcej? 

Versace, Crystal Noir

To nie była miłość od pierwszego niuchnięcia. Pierwsze wrażenie po powąchaniu tych perfum to miska pełna mydlin, raczej nie zachęcało do dalszego zapoznania się. Nie jest to zapach łatwy, przez wiele osób uznawany za typowego śmierdziela, ale ja z każdym kolejnym niuchnięciem zakochiwałam się coraz bardziej i teraz towarzyszy mi bardzo często - ale ja absolutnie uwielbiam nietypowe perfumy. Nie umiem pisać pięknie o perfumach, więc zainteresowanych odsyłam do strony Fragrantica

Ziajka, Kremowy olejek myjący na ciemieniuchę

Kosmetyki Ziaja są bardzo tanie i zwykle dość kiepskie pod względem składu. Zupełnie przypadkiem trafiłam na tego cudaka - myjący krem na ciemieniuchę, możliwy do stosowania na całe ciało i twarz, okazuję się że oparty jest głównie na oleju słonecznikowym, łagodnych detergentach i innych ciekawych składnikach. Można mieć zastrzeżenia co do końcówki składu, ale ja nie zwracam na to aż takiej uwagi, a działanie jest genialne. 
Włosów swoich tym z pewnością nie umyjemy, chociaż u Młodego sprawdza się i w tej roli. Jest mało wydajny, za to bardzo delikatnie i skutecznie myje skórę, nie doprowadzając jej do podrażnienia i wysuszenia, ja po jego użyciu nie muszę używać już balsamu do ciała, Młody smarowany po kąpieli Lipikarem ma skórę gładką i miękką jak nigdy. Nie sądziłam że znajdę takie cuda za grosze! 

A jakie kosmetyki sprawdziły się u Was w styczniu? A może trafiłyście na jakieś buble? 

Mogą również Cię zainteresować:

18 komentarze

  1. Moja mama używa tego kremu pod oczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem ciekawa tych perfum :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam jedynie zapach Versace (ale z próbki). Ładny, ale to chyba jednak nie taki mój, raczej pełnowymiarowego flakonu nie kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość specyficzny jest, ale w końcu się polubiliśmy :)

      Usuń
  4. Flos-lek z arniką stosowałam przez pewien czas, całkiem fajny chociaż są lepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę sobie kupić ten żel pod oczy z arniką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tusz z Essence mi się spodobał, lubię tego typu szczoteczki

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj zaciekawiłaś mnie tym tuszem z essence:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja tam na razie nie patrzę na moje hity i kity bo z kosmetyków jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dawna używam kosmetyków pod oczy(żele, kremy) Flos-Lek; wszystkie sprawdzają się genialnie.
    U mnie bublem okazała się seria Dove SPA (szeroko reklamowana w blogosferze); hitem okrzyknięty został olejek do paznokci PodoPharm.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie znam żadnego z tych produktów, ale tusz ma taką szczoteczkę jakie lubię, więc muszę się mu przyjrzeć :).

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja polubiłam żel Iwostin :) Zapach faktycznie nie jest najpiękniejszy, ale mi nie przeszkadza. Wolę to niż żeby napchali do niego substancji zapachowych, które wielu osobom podrażniają cerę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Effaclar jest niezły i do tego pięknie pachnie.

      Usuń
  12. Jak masz obrzęki to znaczy że szwankują ci nerki!!! Weź się lepiej za leczenie, nie za kosmetykę objawów. Polub się z natką pietruszki i naparem z przytulii właściwej. Oba specyfiki rewelacyjnie działają też na włosy! Zadbaj o siebie koleżanko!
    Abrakadabra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej obwiniałabym szwankującą tarczycę, szczególnie że problem się nasila jeśli rano przysnę i zapombę o lekach przez kilka dno ;)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.