Sezon na depresję

9/29/2015

Zauważyliście pewnie już że od czasu do czasu lubię poruszyć poważniejsze niż zwykle tematy, raz na jakiś czas postanawiam odłożyć na bok pisanie o kosmetykach i włosach i napisać o poważnych problemach, które niestety mogą dręczyć zaskakująco dużo osób. 
Dzisiaj będzie o depresji - problemie, który zdecydowanie nasila się jesienią, który rok temu właściwie wyłączył mnie z normalnego funkcjonowania na kilka długich, zimowych miesięcy. Czasami wspominałam Wam coś o tym na blogu, przez większość czasu jednak moje uczucia pozostawiałam dla siebie, jednocześnie obiecałam że napiszę więcej jak się już z tego przeklętego dołka wygrzebie.
źrodło
Żyjemy w społeczeństwie którego większość uważa depresje i inne podobne zaburzenia psychiczne za wymysł osób, które mają za dużo wolnego czasu i lubią wymyślać sobie problemy. Jeśli cierpimy na depresję i mamy pecha mieć wśród bliskich taką osobę to najczęściej możemy usłyszeć złote rady typu "przestań wymyślać i weź się w garść", "nie rozumiem o co ci chodzi, przecież nie masz powodów do narzekania". Jeśli jesteś taką właśnie osobą i dawałaś rady tego typu to miej świadomość że one nawet w najmniejszym stopniu nie pomagają, wręcz pogarszają stan osoby pogrążonej w depresji. Bo na czym ona właściwie polega?

Miałam nieprzyjemność przekonać się na własnej skórze. Na początku koniecznie muszę wspomnieć że moja depresja nie została zdiagnozowana przez jakiegokolwiek specjalistę, ale to nie mogło być nic innego. Zanim dotarłam do specjalisty dotarłam do źródła mojego problemu i go rozwiązałam, ale o tym napiszę na koniec.
Najważniejszy i najbardziej dla mnie uderzający był fakt że depresja nie wiązała się z czymkolwiek co działo się w moim życiu. Teoretycznie powinnam być szczęśliwa, miałam masę wolnego czasu, niewiele zmartwień. Przeżywałam swój ostatni rok w domu z dzieckiem, nie musiałam chodzić do pracy, mam cudownego, kochającego narzeczonego i uroczego synka. Czego chcieć więcej? Świat zawsze zastanawia się co pcha do samobójstwa sławnych i bogatych ludzi, czyli takich, którzy raczej na swoje życie narzekać nie mogli. Zanim nie doświadczyłam tego na własnej skórze ciężko mi było zrozumieć jak można mieć wszystko i być nieszczęśliwym. Kiedy depresja dopadła i mnie okazało się że po prostu cieszenie się życiem przypomina próby zaklaskania przez człowieka z amputowanymi dłońmi. Wyobrażacie sobie cały dzień bez żadnego szczęśliwego, radosnego momentu? A tydzień? Miesiąc? A teraz pomyśl o tym co sprawia Ci radość? Zakupy, ćwiczenia, może coś słodkiego? Wszystko co do tej pory sprawiało Ci radość nagle staje się okrutnie obojętne. Problem polega na tym że osoba w depresji nie jest w stanie się cieszyć, tak jak osoba cierpiąca na hemofilię nie jest w stanie po prostu przestać krwawić. Wymaganie od osoby cierpiącej na depresję cieszenia się z życia jest wymaganiem niemożliwego.


Mówiąc o depresji czasem wyobrażamy sobie melancholijnie siedzącą osobę z kubkiem ciepłej herbaty, ze smutkiem patrzącą w dal. Rzeczywistość znowu przyszła i kopnęła mnie w tyłek. Przestała się dla mnie liczyć jakakolwiek estetyka, musiałam zmuszać się żeby iść pod prysznic, zrobienie makijażu wymagało kosmicznej ilości samozaparcia. Nie wyobrażałam sobie wcześniej że zwyczajne, codzienne czynności mogą potrafić być tak bardzo wymagające i męczące. Wyjście na zakupy bardziej przypomina ciężką wyprawę niż spokojny spacerek. Jedyne czego trzymałam się za wszelką cenę było pisanie bloga - częściowo dlatego że był to pretekst do nie wychodzenia z łóżka. A to wszystko popędzane wyrzutami sumienia, które nakręcały jeszcze ten stan, doskonale widziałam jak się pogrążam, tyję i zaniedbuje, a jednocześnie nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Cały stan bardzo przypomina tonięcie - opadasz w dół, nie jesteś w stanie zaczerpnąć oddechu, nie jesteś w stanie się wynurzyć samodzielnie. Zdarzyło się wam tonąć?

Jedna z teorii dotyczących przyczyn powstawania depresji mówi o nieprawidłowej biochemii naszego mózgu, występują nieprawidłowości w neuroprzewodnictwie norepinefryny i serotoniny (zwanej również hormonem szczęścia).

Jedną ze złotych rad mających cudownie pomóc osobie z depresją jest zwiększenie aktywności fizycznej. Wiem że większości chorych aktywność fizyczna (czy jakakolwiek inna) wcale nie pomaga, ból, wysiłek i zniechęcenie wpędzają w kolejne wyrzuty sumienia które nakręcają depresję.

Dojrzewałam prawie rok do napisania tego wpisu. Uczucia, o których pisałam dawno przestały być moim problemem, udało mi się ogarnąć. Depresja najprawdopodobniej była objawem niedoczynności tarczycy - po rozpoczęciu przyjmowania syntetycznych hormonów błyskawicznie zniknęła. Nagle wszystko zaczęło mnie cieszyć, wróciły barwy do mojego życia. Zamiast siedzieć w domu intensywnie spacerowałam, ogarniałam porząde i po prostu zwyczajnie cieszyłam się życiem. Tycie, wypadanie włosów, przesuszona i tłusta skóra nie były nawet w połowie tak poważnym i męczącym objawem jak depresja i niesamowicie się cieszę że to ona pierwsza minęła.

Jeśli podejrzewasz że możesz cierpieć na depresję to przestań bać się o tym mówić i poszukaj pomocy. Zrób badania, być może tak jak w moim przypadku problem nie leży wyłącznie w psychice, może po prostu twoje ciało szwankuje. Poszukaj dobrego psychologa, nie przejmuj się wyrzutami sumienia, nie jesteś niczemu winna.
Jeśli w Twoim otoczeniu znajduje się osoba która może być chora - nie oceniaj, nie zmuszaj do aktywności. Staraj się zrozumieć i pomóż szukać jej pomocy, z depresji jest bardzo ciężko się wygrzebać samodzielnie. Nie ignoruj objawów, poważnie traktuj wszystkie wypowiedzi dotyczące bezsensu życia. A przede wszystkim - spędź przynajmniej jeden dzień bez żadnej chwili najmniejszej radości i wyobraź sobie że chora osoba ma tak bez przerwy.

I wybaczcie śmieszne obrazki w poważnym tekście, moje poczucie humoru jest nadal chore.

Mogą również Cię zainteresować:

20 komentarze

  1. Zbyt dużo ludzi bagatelizuje ten problem u bliskich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Mam wrażenie że również bagatelizujemy ten problem u siebie.

      Usuń
  2. Myślę że nie miałaś depresji tylko tak jak napisałaś była to kwestia hormonów i może zwyczajnie się rozleniwiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choroby tarczycy jak najbardziej mogą dawać objawy afektywne, ale to że przyczyna jest hormonalna i usuwalna nie oznacza, że stan psychiczny danej osoby nie spełnia kryteriów depresji. Albo że do depresji doprowadziło rozleniwienie (?!). Dziwny komentarz.

      Usuń
    2. W sumie lenistwo. Nie chciało mi się żyć ;)

      Usuń
    3. Ten komentarz to troll albo głupota. To tak, jakby ktoś chciał dojść, skąd złapałaś wenerę i ocenił "trzeźwym okiem": "myślę, że to Heniek z klatki obok. To nic, że nie znasz Heńka. To nic, że mieszkasz w domku w lesie. Ona myśli, że i koniec.

      Usuń
  3. Co do obrazków - "nie mam siły się powiesić" to stan przed "mam siłę, by się powiesić". Poczucie humoru rozumiem, w czasie największego doła zaczęłam chadzać na stand-upy i popłakałam się ze śmiechu po stwierdzeniu występującego, że Robin Williams wygrał niedawno z depresją. Chyba to czarne poczucie humoru wyciąga z doła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie że ktoś podziela moje mroczne i niesmaczne poczucie humoru ;) Trzymanie dystansu faktycznie nieco pomaga ;)

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że czasami w stanach pogłębionego doła moja depresja była jedyną rzeczą, z której umiałam się śmiać.

      Usuń
  4. "Nie marudź, nic Ci nie jest". "Wyjdź już z tego łóżka, co Ty, śpiączkę masz?". "Inni mają gorzej."

    Za dużo razy to słyszałam.

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że każda depresja i w ogóle choroba związana jest z zachwianiem równowagi chemicznej w organizmie. W końcu każdy z nas to odrębna fabryka chemiczna a wszystko, co w siebie wkładamy (lub nie) może zmienić cały skomplikowany system. Latami w okresie zimowym cierpiałam na depresje, kilka razy prawie skończyłam z życiem. Okazało się, że to drastyczny niedobór witaminy D3. Znaczący wpływ miała też cała seria "Ani z Zielonego Wzgórza":-)
    Abrakadabra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również suplementuję, ale bardziej kwas foliowy i żelazo - niedoczynność tarczycy wyjaśniła również moje wiecznie lekko dziwne wyniki morfologii ;) Zastanawiam się ile jeszcze osób cierpi na depresję z powodu niedoborów, zaburzeń hormonalnych czy innych chorób i nie ma o tym pojęcia :(

      Usuń
    2. Ja też w depresji ratowałam się Anią! I Jeżycjadą! I Dumą z uprzedzeniem w komplecie! Po prostu wtedy człowiek potrzebuje poczucia porządku, bezpieczeństwa, dowodu, że istnieją poukładane światy.

      Usuń
  6. Dario, moja mama już choruje na depresję ponad 25 lat. Wszystko się zaczęło kiedy miała 18 lat. Wiem dokładnie co przezywałaś i co przeżywają inni ludzie. Moja mama musi mieć co jakiś czas zmieniane leki bo organizm się do nich przyzwyczaja i już nie działają tak jak powinny .Ja juz wiem kiedy to następuje bo mama robi się dziwna, smutna, szybko sie denerwuje, albo zaczyna płakać bez powodu albo potrafi podejść do mnie i kazać się przytulic do niej albo mówi ,że się czegoś boi ma jakieś lęki, więc wtedy siła musimy ją zaciągać do lekarza i później wszysto wraca do normy mama sama z siebie się nawet śmieje i żartuje ze swojej choroby. Depresje i nerwice to okropne stany, moja babcia mówi ,że kiedy dusza choruje to i z nią całe ciało i taka jest prawda. Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie nawet 25 lat chorowania na depresję, nie chce sobie tego wyobrażać. Trzymam się nadziei że to był mój pierwszy i ostatni raz, że ten epizod nigdy się nie powtórzy. Cieszę się że dajecie radę, wsparcie jest bardzo ważne i może faktycznie czasami trzeba taką osobę zaciągnąć do lekarza.

      Usuń
  7. poważny problem,bagatelizowany przez społeczeństwo :/ tak to w życiu jest,masz problem to radź sobie z nim sam/sama..czasami pomoc może przyjść za późno

    OdpowiedzUsuń
  8. Najgorsze jest to, że depresja wciąż nie jest traktowana jak poważna choroba :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Czarny humor pomaga. I świetnie.
    I zawsze mam mieszane uczucia co do takich tekstów. Z jednej strony nigdy dość, bo trzeba uświadamiać, dawać nadzieję, pokazywać, że z depresji można wyjść. A z drugiej... Im więcej takich tekstów, tym więcej ludzi cierpiących na tę straszną chorobę. Mimo wszystko, trzymam kciuki za zdrowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz że od czytania takich tekstów ludzie zapadają na depresję? Nie jestem psychologiem, ale chciałabym zrobić coś żeby ludzie byli bardziej świadomi tej choroby. Żeby zdrowi chociaż trochę zrozumieli jak to jest, żeby później nie było tekstów "weź się w garść". Chciałabym, ale nie jestem psychologiem, mogę mówić tylko z własnego doświadczenia. Dziękuję za komentarz i z ciekawości - często zdarza się w praktyce że depresja jest wynikiem innych chorób, na przykład jak u mnie niedoczynności tarczycy?

      Usuń
  10. Niestety bliska mi osoba kiedyś chorowała na depresję, a dla całej rodziny straszne było patrzenie na jej cierpienie :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń