,

Zdążyłam, nie zdążyłam...

6/11/2015


Miałam nie ruszać tematyki parentingowej w żaden sposób - z jednej strony wyrodna ze mnie matka, z drugiej moje poglądy na na wychowanie dzieci są bardzo po środku - nie dogadałabym się ani z tymi karmiącymi dzieci chińskimi zupkami zalewajkami ani z tymi których dzieci jedzą wyłącznie avocado i amarantus. Nie zaglądam nikomu do łóżka, nie obchodzi mnie jak wychowujesz swoje dziecko (chyba że nie wychowujesz go w ogóle, a ja albo mój syn odczuwamy właśnie efekty tego nie wychowywania). Nie piszę o dzieciach, ale sporo czytam, co najczęściej utwierdza mnie w tym że nie chcę takiego bloga, ale tym razem nie mogę się powstrzymać. Przez blogi w ciągu ostatnich kilku dni przetoczyła się wielka burza, chodzi oczywiście o spot fundacji Mama i Tata, myślę że widział go absolutnie każdy, a jeśli nie...


Miałam nic nie pisać, w końcu napisano w ciągu tych kilku dni wystarczająco wiele. Co zmieniło moje zdanie? Na facebooku i na innych blogach natknęłam się na kilka wypowiedzi w pełni popierające całość kampanii, zgadzające się z nią zupełnie bezkrytycznie. A jakie ja mam zarzuty do kampanii?
Po pierwsze, w naszym kraju nie jest aż tak dużym problemem wybieranie kariery zamiast dziecka, o wiele bardziej istotnym powodem, szczególnie z mojej perspektywy jest kwestia finansowa. Nadal zastanawiam się czy pozostać czy jednym dziecku czy może zdecydować się na drugie, przed którym powstrzymuje mnie głównie to, że żłobek, szkoła czy przedszkole dla dwójki dzieci zapewne pochłaniałyby prawie całość mojej wypłaty. 
Kobieta bez dzieci jest dokładnie tak samo wartościowa jak ta z pełną rodziną. Myślę, że jeśli faktycznie chcemy mieć dziecko to lepiej jest poczekać (oczywiście w granicach rozsądku, żeby się nie okazało że jest za późno) i postarać się stworzyć mu pełną i kochającą się rodzinę niż złapać pierwszego lepszego gościa i wrobić go w dziecko. Widziałam sporo takich przypadków, tatuś zrobił swoje, tatuś może odejść, w końcu ambicje kobiety zostały już zaspokojone. Myślę, że to jest skrajnie egoistyczne podejście. 
źródło

Dzieci rodzimy i wychowujemy dla świata, nie dla siebie. Dzieci nie są po to, żebyśmy nie czuły się samotne, takie podejście jest według mnie niesprawiedliwe i często bywa krzywdzące. Zadaniem dziecka nie jest wypełnienie pustki w naszym życiu. 
Najważniejsze co mam do zarzucenia kampanii (i osobom, które wydają się być nią zachwycone) to jest raczej bezsprzeczny fakt, że dziecko nie jest kolejnym punktem na życiowej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Niespodzianka - nie każdy nadaje się na rodzica, nie każdy musi mieć dziecko i nie widzę w tym absolutnie nic złego. Mówimy tutaj o dorosłych kobietach, które zdają sobie sprawę z tego, czym może skończyć się odkładanie na później macierzyństwa (zakładając że mówimy o tej części kobiet, która dziecka faktycznie chce) 

Jest też inna strona całej kampanii - oglądając spot po raz pierwszy od razu na myśl przyszło mi to, jak zazdroszczę takiego mieszkania, jak pięknie wygląda w porównaniu do mojego małego, wiecznie zabałaganionego mieszkanka. A może gdybym poczekała to miałabym podobne? Może udałoby mi się zobaczyć kawałek świata? Co z kobietami, które kochają ponad życie swoje dzieci, ale gdzieś z tyłu głowi czai się myśl, że bez nich mogłyby więcej? Sam fakt rozmnożenia się nie sprawia że stajemy się bardziej wartościowymi ludźmi, nie staniemy się dopiero wtedy prawdziwymi kobietami, nie jest żadnym powodem do szalonej dumy. 
A jak muszą się czuć oglądając ten spot kobiety, które w ciąże nie mogą zajść? Nawet nie chcę sobie wyobrażać! 
Byłoby super, gdyby faktycznie urodzenie dziecka nie zmieniało nic w życiu, gdyby nadal można było realizować się, rozwijać, podróżować, ale tak dzieję się tylko kiedy okoliczności w naszym życiu są sprzyjające. Jeśli nałoży się na siebie kilka czynników, które są wybitnie nie sprzyjające to o jakiejkolwiek samorealizacji możesz w zasadzie zapomnieć.

Pamiętać trzeba również że kampania to nie tylko niezbyt trafiony spot, to również strona internetowa, na której możemy dowiedzieć się więcej. O dziwo, na stronie możemy znaleźć informacje w pełni zgodne z moimi obserwacjami - pogoń za karierą jest faktycznie jednym z rzadziej występujących powodów odwlekania decyzji o dziecko, jej autorzy podają że rozmnażać się przeszkadzają nam głównie trudności w znalezieniu stabilnej pracy, która zapewniłaby utrzymanie, własnego mieszkania, a także zapewnienie opieki kiedy matka chce wrócić do pracy. 
Dlaczego spot zupełnie nie uwzględnia tych najważniejszych przeszkód? Zwyczajnie, nikt by się nim nie zainteresował, o obecnym mówią już chyba wszyscy. Poza kwestią medialności kampanii jest również to, że zwrócili uwagę na jedyny aspekt odkładania macierzyństwa na później, na który mamy wpływ. Jeśli pogrzebiemy głębiej na stronie kampanii okaże się że jest ona o... negatywnym wpływie pigułki antykoncepcyjnej na płodność kobiety i właśnie tą pigułkę autorzy wymieniają jako jedną z przyczyn odkładania decyzji o dziecku na później. Właściwie dopiero tutaj się poważnie zbulwersowałam. Cytat ze strony "osadzić antykoncepcję hormonalną w kontekście w jakim rzadko pojawia się w dyskursie publicznym. Nie jako źródło wolności, ale jako narzędzie opresji wobec pragnienia bycia mamą". Znaczy ten, to znaczy że ktoś kobietom na siłę wciska te tabletki? Pod przymusem do paszczy je pcha? Jest również wzmianka o pigułce po (żeby nie było niedomówień, jestem za: pigułkami po, aborcją, GMO, in vitro i kilkoma innymi, kontrowersyjnymi rzeczami). A im bardziej zagłębiałam się w działalność fundacji tym bardziej wkurzona byłam. Przejrzałam jej kampanie i kilka wywołało moje szczere zdumienie. Na przykład kampania "Rozwód? Przemyśl to!"
Z moich obserwacji wynika, że w sporej części przypadków dla dziwnie pojętego dobra dziecka rodzice raczej się nie rozwodzą. Nawet jeśli on pije i bije czy ona znęca się nad dziećmi. Szczerze cieszę się, że rozwody zaczęły być coraz szerzej akceptowalne w naszym społeczeństwie (czekam tylko na akceptacje dla oddawania dzieci i samotnych ojców). Czy dla dziecka naprawdę lepsze będzie bycie świadkiem ciągłych kłótni i obserwowanie jak rodzice nie potrafią ze żyć być niż rozwód? A może zamiast skupiać się na nie rozwodzeniu powinniśmy skoncentrować się na znalezieniu sobie odpowiedniego partnera na resztę życia? Pielęgnować tą miłość i starać się tworzyć szczęśliwą rodzinę? Wiadomo, w życiu bywa różnie, nawet po kilku latach życia z człowiekiem nie możemy go być w stu procentach pewni, ale sądzę że warto się zastanowić czy właśnie z tym facetem chcemy tworzyć rodzinę. Jeśli już jestem w temacie omawiania spotów tej fundacji, znacznie bliższy jest mi ten:
Niestety, poza spotem spojrzenie na stronę kampanii powoduje wzrost ciśnienia - ostro krytykowane są związki partnerskie, a mocno popierane małżeństwa. Mało tego, znajdziemy informację że wspólne zamieszkanie przed ślubem kobietom służy za wstęp do małżeństwa, a mężczyźni godzą się na to ze względu na łatwy dostęp do seksu. Co jeszcze ciekawego? 

Mitem jest także nadzieja, iż konkubinat oznacza bardziej partnerski niż małżeństwo podział obowiązków domowych oraz bardziej sprawiedliwy wkład finansowy obojga partnerów we wspólne gospodarstwo. Wkład finansowy w utrzymanie pary zwykle wynosi 70% ze strony kobiety i 30% ze strony mężczyzny. 

 Badania naukowe pokazują, że w konkubinatach jest więcej przemocy niż w małżeństwach. Kobiety niezamężne są zdecydowanie częściej narażone na przemoc domową niż mężatki.

A jakie jest Wasze zdanie o tych kampaniach? Jesteście za a może przeciw? A może macie własne obserwacje?

Mogą również Cię zainteresować:

14 komentarze

  1. Dla mnie ta akcja jest porażką. Nie przemawia do mnie ani trochę. Wielu młodych ludzi zwyczajnie nie stać na dzieci, nie mówiąc o własnym mieszkaniu, domu czy wyjazdach do Tokio. Nie każdy ma tyle szczęścia co ta pani ze spotu. Zastanawia mnie, gdzie w tym wszystkim jest potencjalny tatuś. Kobieta sama sobie dziecka nie zrobi ( no chyba, że przez ingerencje z zewnątrz, które nie są u nas zbyt popierane). Nie sztuką też jest złapać pierwszego lepszego byle tylko nas zapłodnił. Moim zdaniem kampania do bani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + wielu młodych ludzi zwyczajnie nie chce mieć dzieci. ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w stu procentach! To, że kobieta wybiera samorealizację zamiast dziecka, nie czyni z niej istoty gorszej. A osoby uważające że każda kobieta = matka/przyszła matka, mają mentalność ludzi średniowiecza oO

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta kampania w ogóle mi się nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję jakbyś czytała mi w myślach... Nie stosuję antykoncepcji hormonalnej, właściwie korzystam tylko z dobrodziejstwa tzw. niepłodnych dni i to mi wystarcza. Chciałabym kiedyś zostać mamą, powstrzymuje mnie brak stabilnej pracy i to, że na razie w tym niby pro rodzinnym kraju zwyczaje mnie nie stać. Kampania jest dla mnie chybiona: nie latam po świecie, nie robię kariery, nie mam mieszkania - mam ambicje, ale to za mało. Może dlatego ta reklama bardzo podnosi mi ciśnienie... Poza tym to powinna być prywatna sprawa. Tak samo jak konkubinaty czy związki partnerskie. A z tymi rozwodami to już mnie całkiem zaskoczyłaś... Jakim prawem ktoś obcy niby wie co jest dobre dla wszystkich?

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam mieszane uczucia.
    W najbliższym otoczeniu mam kobietę, która w pogoni za karierą odkładała macierzyństwo, a teraz jest już za późno. Ma swój business, jeździ Range Roverem, mieszka w pięknym domu i śpi na materacu za 10.000 funtów- ale przegapiła czas na dziecko. Adopcja w jej przypadku też nie wchodzi w grę, bo przez karierę nie ma czasu na macierzyństwo. Przez długi czas udawała, że wcale nie chce dziecka, ale kiedy mój mąż, a jej młodszy brat został ojcem, zwierzyła się swojej matce z tego, jak bardzo nam zazdrości i jak bardzo chciałaby cofnąć czas. Przykre to, i żal mi jej, no ale każdy jest kowalem swojego kowadełka.
    Ja jestem młodsza od niej o 20 lat, urodziłam dziecko w wieku 20tu lat. Czy za wcześnie? Może dla niektórych. Ja nie mogę narzekać, bo mam bardzo stabilną sytuację, mamy dom, żyjemy na swoim bez kredytu, dom jest tak przerobiony że jest szalenie 'wydajny' i rachunki są naprawdę niskie... no udało mi się w tym przypadku, przyznaję. Ale moja sytuacja nie jest 'normalna'. To nie jest życie przeciętnej 21 latki. Mnie się trafiło jak ślepej kurze owies. Więc wcale się nie dziwię, że kobiety odkładają macierzyństwo na później. Chcą do czegoś dojść, chcą żyć komfortowo, a nie od pierwszego do pierwszego, na zasiłkach, z 'nie tym' partnerem. Gdyby w polsce było inaczej- gdyby była polityka prorodzinna z prawdziwego zdarzenia, lepsze warunki dla matek i dzieci, lepsze nastawienie społeczeństwa do macierzyństwa (bo nie jest to miłe, kiedy dla ludzi matka jest 'maciorą z bachorem'), oraz siatka bezpieczeństwa na wypadek, gdyby komuś powinęła się noga... to pewnie więcej kobiet decydowałoby się na dziecko wcześniej. Takie jest moje zdanie.


    mamawplaskimobuwiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne, że niektóre osoby nie biorą pod uwagę, że kobieta może po prostu nie chcieć dziecka. A co do twojej koleżanki, całkiem możliwe, że znacznie bardziej żałowałaby gdyby zaszła w ciążę w wieku 20 lat. ;)

      Usuń
  6. Ja również mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie powinno się narzucać kobietom macierzyństwa, każdy prowadzi swoje życie tak jak chce. Z drugiej jednak strony dziwię się kobietom, które twierdzą, że mają mnóstwo czasu na dzieci, a potem płaczą i mają wielkie żale do całego świata bo zegar biologiczny zatykał po raz ostatni i już nic nie da się zrobić. Wydaje mi się, że nie ma co naskakiwać na tę kampanię, myślę, że mimo kontrowersji jakie wywołuje, otworzy oczy niektórym kobietom. Trzeba mieć na uwadze, że kobiety obecnie coraz wcześniej przestają być zdolne do zajścia w pierwszą ciążę. Warto pomyśleć o swoich priorytetach, co jest ważne, a co nie. Kampania moim zdaniem zbyt dosłowna, ale myślę, że niektórym kobietom otworzy oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba napisałaś dokładnie to, co sama chciałam ubrać w słowa. Mimo że zaszłam w ciążę mając 19 lat, wcale nie poszło z płatka- starałam się o dziecko pół roku zanim zaskoczyło. Wiem, że niektóre kobiety starają się latami... w ciążę zajść to wcale nie jest tak hop-siup, w każdym razie nie zawsze. I teraz taka pani która, powiedzmy, jest już grubo po trzydziestce i stwierdza, że to już czas na dziecko może przeżyć niemiłe rozczarowanie kiedy okaże się, że usilne starania spełzają na niczym. Szkoda tylko, że tak ciężko wszystko pogodzić, tak nie powinno być. Najbardziej szkoda mi osób które bardzo by chciały, ale boją się, że nie będą w stanie utrzymać rodziny. Ciężki temat. :(

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  7. Powiem tak, nie lubię poruszać takiego tematu bo jest to dla mnie temat trudny.

    Mianowicie, mam chorego brata którym będę musiała się zajmować i pozostał mi strach przed macierzyństwem, strach przed chorobą, wątpliwości. Niedawno zdobyłam pracę (stabilną), ślub za 2 lata, a ja nie czuję się gotowa. Wydaje mi się, że nie ma sensu zmuszać kobiet do czegokolwiek - a żadna kampania ich nie przekona.

    Przekonałoby je do macierzyństwa państwo, które by stało za nimi murem. Kobiety wiedzą, że jeśli wrócą z macierzyńskiego to często czeka je wymówienie. Często nie mają wsparcia w rodzinie. Czynników jest dużo, więc decyzja powinna należeć tylko i wyłącznie do kobiety. Bez nacisków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta kampania społeczna wygląda jak efekt pracy kogoś, kto spędza życie w świecie odrealnionym (np oglądającego na iitv [*] amerykańskie seriale). Największa jej pomyłką to płytka diagnoza problemu społecznego. W mojej opinii rządzący tego świata nie muszą się martwić o to, że kobiety nie zechcą ku łasce ojczyzny mieć dzieci. To nie jest żaden problem, bo szczęśliwe dla rządzących, w większości kobiety jednak pragną mieć dzieci (jeśli już ktoś chce widzieć jakieś zagrożenie to w modelu 2+1) i tak będzie zawsze.

    Kłopot tkwi w tym, że kobiety to rozsądne stworzenia i pragną mieć dzieci w warunkach bezpiecznych dla ich zdrowia i życia. I nie będą ich mieć, jeśli nie będą miały gdzie z nimi mieszkać, czy za co zapewnić wyżywienia. Choć może jest to przykre, ale ten rozsądek właśnie podpowiada nam, aby albo robić karierę albo na ojca naszych dzieci wybrać kogoś, kto to bezpieczeństwo zapewni.
    Ta kampania to niezawoalowana złośliwość wobec kobiet - kiedy tak naprawdę odpowiedzialności za niską dzietność nie ponoszą one same ani ich nadmierne ambicje zawodowe, ale państwo, które ma przyszłe dzieci w dupie.

    Przekaz tego spotu jest taki: Kobiety, chciejcie mieć dzieci!

    Tylko po co, skoro my chcemy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kampania jest jedną wielką pomyłką i przyniosła odwrotny efekt do zamierzonego,choć twórcy akcji w wywiadzie uważają i mówią o tym głośno, że każdy rozgłos jest dobry, nawet jeśli akcja została niepoprawnie odebrana.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam myśli jednoznaczne, to kpina. Nawet jak byłam bezdzietna, to mogłam sobie jedynie pozwolić na jednopokojową stancję. Także ten... brednie. Irytujące. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością w jakiej żyje większość Polek.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.