, , , ,

Naturalne szampony z ziół: Mydlnica vs Shikakai

4/23/2015

Słyszałyście kiedyś o myciu włosów samymi ziołami? Najpopularniejszym ziołem stosowanym w tym celu jest powszechnie występująca w Polsce mydlnica, a z bardziej egzotycznych znajdziemy indyjskie zioło Shikakai. Po głowie od dłuższego czasu chodziło mi porównanie obu tych szamponów, chciałam pokazać Wam na czym polega różnica w ich działaniu i przygotowaniu, a także który z nich sprawdził się u mnie lepiej. Wcześniej miałam już okazję używać zarówno mydlnicy jak i shikakai, nigdy jednak nie porównywałam ich ze sobą. 
opakowanie mydlnicy i shikakai
Naturalne szampony z mydlnicy działają dzięki zawartości saponin, czyli związków chemicznych, które obniżają napięcie powierzchniowe roztworów wodnych. Odwary z mydlnicy były stosowane już od bardzo dawna do prania i czyszczenia rozmaitych rzeczy, taki odwar ma całkiem niezłe właściwości pieniące, za pierwszym razem kiedy ją gotowałam przeżyłam prawdziwy szok, ponieważ nie spodziewałam się takiej ilości piany z tak niepozornych kawałków korzeni. 

Jak wygląda korzeń mydlnicy i pył shikakai
Shikakai to inaczej Acacia Conncina - rośnie ona w Azji, w Indiach jest bardzo powszechna. Przygotowany szampon z niej ma naturalnie niskie pH, poza działaniem myjącym wzmacnia cebulki włosowe i wspomaga leczenie łupieżu. Swoje właściwości myjące również zawdzięcza podobnie jak mydlnica saponinom. 
Zaparzona shikakai i zagotowany wywar z mydlnicy
Również przygotowanie szamponów się różni: mydlnicę gotujemy przez chwilkę na małym ogniu, Shikakai tylko zalewamy wrzątkiem. Po wystygnięciu, oddziela się ziarenka mydlnicy, sam płyn można spienić i w formie piany nałożyć na włosy i skórę głowy, a w przypadku shikakai płynem przepłukujemy długość, a pastę nakładamy u nasady, gdzie włosy są bardziej przetłuszczone. 
Z tych dwóch, szamponem który przygotowuje się łatwiej jest zdecydowanie Shikakai.
Zastanawiałam się, jaki jest najlepszy sposób porównania tych szamponów - w końcu postanowiłam że na połowę włosów nałożę jedno zioło, a drugą połowe inne. Po nałożeniu obu specyfików (a nakładanie czegoś tylko na pół głowy jest zadaniem wybitnie upierdliwym), podpięłam długość włosów i pozwoliłam im działać przez pół godzinki.

Co do wygody nakładania - w przypadku mydlnicy mamy do czynienia jedynie ze spienionym płynem, więc nałożenie tego na włosy będzie bardzo proste. Inaczej sprawa wygląda z Shikakai - lekko ziarnistą pastę musimy w miarę równomiernie rozprowadzić na najbardziej przetłuszczonych partiach włosów. Oba specyfiki pachną dość podobnie, Shikakai odrobinę "ostrzej". 
Pod względem wygody nakładania wygrywa mydlnica.

Mydlnica spłukała się bez najmniejszych problemów, nie pozostały żadne drobinki (bo niby skąd?), zaś spłukiwanie Shikakai jest bardzo uciążliwe -  przy spłukiwaniu szybko można się przekonać że to co wyglądało na z pozoru jednolity pył okazuje się być pełne większych kawałków i okruchów. Trzeba bardzo uważać, żeby dobrze wypłukać skórę głowy - za pierwszym razem tego nie zrobiłam i doświadczyłam przykrego swędzenia. Pod względem wypłukiwania się wygrywa mydlnica.
Jeden rzut oka na zdjęcie powyżej z pewnością wystarczy Wam żeby powiedzieć co sprawdziło się  u mnie lepiej - z lewej strony zdjęcia jest część włosów na którą nałożone było Shikakai - włosy są lekko wygładzone, widać że względnie czyste. Normalnie, po umyciu zwykłym szamponem mają nieco więcej objętości u nasady, ale z efektu ogólnie jestem zadowolona, poza lekkim oklapnięciem włosy prezentowały się nieźle. 
 Zupełnie inaczej wygląda sprawa kiedy spojrzymy na prawą część zdjęć, gdzie znajdują się włosy umyte odwarem z mydlnicy - włosy wyglądają chyba gorzej niż przed myciem. Teraz przez myśl przechodzi mi to, że może coś źle robię, bo jak do tej pory wszystkie próby z mydlnicą kończyły się dokładnie tak samo - tłuściutkimi włosami. Cieszę się że popełniłam ten mały eksperyment, teraz już wiem że mydlnica raczej nie jest dla mnie, widzę również że to nie była tylko kwestia nadmiernie przetłuszczonych włosów czy innych czynników wpływających na to, że włosy się nie domyły - bo część na której użyłam shikakai jest czysta. 
Cóż pozostało mi zrobić w takiej sytuacji - umyłam włosy zwykłym szamponem, nie wyjdę przecież z połową przetłuszczonych włosów do ludzi. Po umyciu szamponem pokrzywowym z Yves Rocher, zauważyłam że część włosów niemiłosiernie się elektryzuje - to jest efekt, którego prawie nie doświadczam normalnie na moich włosach. Problematyczna połowa włosów to oczywiście ta część na której wylądowała mydlnica.

Używałyście kiedyś ziół jako naturalnych szamponów? Jak wyglądają Wasze doświadczenia?


Mogą również Cię zainteresować:

16 komentarze

  1. Zakupiłam niedawno mydlnice. Nie miałam jednak do tej pory czasu, a moze zabrakło mi dowagi zeby umyć włosy tylko nią. Spróbuje w sobote. Stosuję ją jako płukankę, na zmianę z płukanką z glutka lnianego. Nie potrafię powiedzieć czy przedłuża świeżość włosów. I tak je myje codziennie rano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie płukanka przesuszała i puszyła włosy. Uparcie ta mydlnica nie chce się u mnie sprawdzić ;)

      Usuń
  2. Na mojego skalpu same ziola sa za slabe, a wysuszaja dlugosc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli używasz drogeryjnych specyfików na włosy - to dlatego. To nie tak, że zioła są za słabe, tylko drogeryjne kosmetyki są za mocne - wymywają tyle naturalnych olejów, że skóra głowy nadrabia to produkując ich nadmiar. Jeżeli nie chcesz rezygnować z tych produktów - można mieszać zioła z szamponem. Lub używać żółtek jajek/mieszanki jajek+mydlnicy.
      Jeśli chodzi o wysuszanie, to też większość ziół tylko sprawia wrażenie wysuszenia, lub dzieje się tak ponieważ drogeryjne kosmetyki tworzą gładką barierę dookoła włosa, a zioła potrzebują porowatości, żeby się przyjąć.
      Akurat mydlnica zdecydowanie nie ma prawa wysuszać - główną jej właściwością jest zmiękczenie wody. Inne zioło które na pewno Ci nie wysuszy włosów (a wręcz przeciwnie) - siemie lniane, polecam;)

      Usuń
  3. U mnie zabawy szamponami polegają na wkraplanie olejków eterycznych - rozmarynu albo lawendy - do porcji szamponu. Szampon trzymam przez kilka minut na skalpie i spłukuję. Po lawendzie pushup i odświeżenie skóry głowy niesamowite! Muszę jeszcze wypróbować słynny herbaciany i mentolowy. Ale zaznaczam, że u nasady mam bardzo zdrowe włosy, które ciężko domyć czymkolwiek poza siekierą typu Barwa, no i nie wiem, czy na dłuższą metę nie wywoła to szkód.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nakładam olej z olejkami eterycznymi na skalp dość często ;) Przytrzymywać kilka minut na głowie szamponu bym się bała ;)

      Usuń
    2. U mnie tylko tak da się domyć skalp... :/ Ale nic złego się nie dzieje, a praktykuję to już prawie rok.

      Usuń
  4. Mam mydełko shikakai ale strasznie śmierdzi i aż boję się go użyć na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, chętnie bym przetestowała takie ;)

      Usuń
  5. no bardzo zaskakujące porównanie, sądziłam, że zarówno Shikakai jak i mydlnica sprawdzą się dobrze, a tu niespodzianka :) mydlnica faktycznie Ci nie służy, ale za to po Shikakai efekt jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawiła się całkiem sensowna sugestia że być może z moją mydlnicą jest po prostu coś nie tak ;)

      Usuń
  6. Super porównanie, Widać dokładnie, że lepiej spisuje się Shikakai. Ja jeszcze nie próbowałam takich szamponów, nie wysuszają one włosów??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że gdyby stosować je często to mogą mieć działanie wysuszające, dlatego takie rzeczy to najlepiej od czasu do czasu ;)

      Usuń
  7. pierwszy raz slyszę o czymś takim, ale jakbym miała wybierać - byłby to Shikakai :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ogólnie to niepotrzebnie nastawiasz tym pesymistycznie osoby względem mydlnicy - nie ma żadnych poglądowych informacji, jak na przykład: w jakich proporcjach i jak dokładnie wykonałaś wywar z mydlnicy? czy używasz drogeryjnych kosmetyków, czy jesteś już po przestawieniu na same naturalne środki? Po tym, że "normalnie po umyciu szamponem" wygląda na to że nie jesteś, a w takiej sytuacji większość środków naturalnych skończy się dla Ciebie nieciekawie i cały ten test nie ma sensu, bo gospodarka skóry głowy jest przyzwyczajona do "chemicznych" środków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam drogeryjnych, ale na drugiej połowie włosów wylądowała naturalne i równie ziołowe Shikakai - które dla odmiany się sprawdza super. Test udowadnia jedynie że na tych konkretnych włosach, w tej konkretnej (czyli mojej) sytuacji to konkretne zioło sprawdza się lepiej.
      Przestawienia na 100% natury nie planuje, myślę że to zbyt czasochłonne i drogie rozwiązanie, na dodatek wątpie, żeby się u mnie sprawdziło. Ziołowa pielęgnacja raz na jakiś czas jest jak najbardziej korzystna, ale nie wyobrażam sobie trzymać się tylko i wyłącznie jej - bardziej wolę połączenie natury z "chemią".

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.