Polecany post

O tym, jak zaczęłam swoje odchudzanie.

Bo przecież w odchudzaniu motywacja jest NAJWAŻNIEJSZA. Co z tego, że założymy sobie, że od jutra przejdziemy na jakąś drakońską dietę, która pozwoli nam zgubić 20 kg w dwa tygodnie, jeśli tylko będziemy żywić się sałatą (lub jakąkolwiek inną substancją).
Przychodzi moment w którym kończą się rozmiary spodni w normalnych sklepach, a w ostatnio kupionych spodniach nie możesz się już dopiąć. Nagle wchodzenie po schodach zaczyna sprawiać, że dostajesz zadyszki. Od kilku lat, w sylwestra co rok postanawiasz zacząć się odchudzać w przyszłym roku i zapominasz o tym postanowieniu kilka dni po nowym roku. Próbowałaś już kilku diet cud, każda z nich była porażką. Na plaży z żalem patrzysz na szczupłe dziewczyny w bikini, starając się zakryć ręką swoje fałdy tłuszczu.
Nie dajesz już sobie wmówić że "kochanego ciała nigdy dość". Bardzo dobitnie uświadamiasz sobie, że jesteś zwyczajnie GRUBA, spasłaś się jak świnia i nie ma w tym nic seksownego. I nie obrażaj się, piszę o samej sobie. Moją wymówką było to, że już kiedyś próbowałam schudnąć, szło mi to niesamowicie wolno i opornie. Ja nawet nie jestem w stanie usprawiedliwić się ciążą, bo w ciąży schudłam. Na początku ciąży ważyłam 82 kg, idąc do porodu 86 kg i w dwa tygodnie po porodzie ważyłam zaledwie 74,5 kg. Byłam bardzo zadowolona, miałam plany, że skoro jest już mnie tyle mniej to schudnę w końcu i będę wyglądać jak człowiek. Ale odpuściłam. W grudniu zeszłego roku moja waga powoli dobijała do 88 kg, czyli udało mi się przytyć prawie 14 kg w ciągu pół roku.
Ważyłam więcej, niż idąc do porodu. Nie wyglądałam już ponętnie, seksownie z krągłościami, bo przy takiej wadze ciężko jest mówić o krągłościach, które zamieniły się w zwisające i galaretowate zwały tłuszczu. I zrozumiałam, że ja naprawdę nie chcę tak wyglądać. Uświadomienie sobie, że jestem obrzydliwie gruba było moim krokiem pierwszym.
Nie wierzę już w diety cud pozwalające zrzucić 10 kg w tydzień. Na takie rzeczy można liczyć chyba tylko przy amputacji kończyn. Krokiem drugim było zastanowienie się jaka dieta będzie dla mnie odpowiednia. Wiem, że nie dałabym rady na jakiejś rygorystycznej, za bardzo kusiłoby mnie normalne jedzenie. Co da mi rygorystyczna dieta, jesli nie będę jej przestrzegać? Postanowiłam więc jeść prawie normalnie i patrzyć na kalorię i rozkład białko/węgle/tłuszcze. Nie trzymam się go oczywiście dokładnie, bo czasami nie wychodzi.
I mimo, że czasami wkurzam się bardzo, ale generalnie jestem pogodzona z tym, że chudnę bardzo wolno. Jeśli utrzymam obecne tempo, w co bardzo wątpię, to zamierzoną wagę osiągnę dopiero za rok.
Przywiozłam od rodziców również rowerek stacjonarny i prawie codziennie na nim pedałuję. Zdaję sobie sprawę, że to trochę zbyt mało ćwiczeń, ale rowerek nauczył mnie systematyczności i wytrwałości. Znacznie poprawił również moją kondycje, a to było najważniejsze. W chwili obecnej powoli zaczynam dokładać aktywności, jednak nie wydaję mi się, żebym miała z niego zupełnie zrezygnować, może w przyszłym roku, kiedy Młody będzie na tyle duży, że będziemy mogli się przestawić na normalny rower.
I wierzę w to, że mi się uda. Nie chce wyglądać obrzydliwie. Schudłam zaledwie 15 kg w ciągu tych 10 miesięcy odchudzania i muszę zrzucić co najmniej drugie tyle. Kolejne spodnie robią się luźniejsze. Przy takiej wadze mam seksowne krągłości, a nie zwały tłuszczu. Moja kondycja poprawiła się znacznie i w końcu zaczynam czuć się dobrze ze swoim ciałem.
I nie myślcie, że to dlatego, że nienawidzę swojego ciała. Odchudzam się, bo kocham swoje ciało. Bo nasze ciała są zupełnie niesamowite, są w stanie zrobić magiczne rzeczy i dają nam nowe życie. A ja nie chce przy kolejnej ciąży dodawać mojemu ciału problemów moją nadwagą i mam nadzieję uniknąć kolejnej cukrzycy ciążowej. I muszę być zdrowa dla Młodego, bo po części chudnę przecież również dla niego.

A dla Was, jak na razie mała zapowiedź podsumowania roku odchudzania, na które będziecie musiały jednak poczekać jeszcze 2 miesiące ;)

I obiecuję niedługo napisać o tym co mnie motywuje i skąd taka systematyczność, czyli to, na co zwracacie mi uwagę w komentarzach. Uwierzcie mi, jeszcze rok temu, byłam przeciwieństwem systematyczności ;)

Komentarze

  1. Super, powoli i do celu :-)

    Mnie właśnie zmotywowało postanowienie noworoczne. Mi samo chodzenie sprawiało trudność a gdzie tam schody :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też walczę z nadmiarem kg, postawiłam na siłownię 4 razy w tygodniu. Wiem jaka to ciężka praca i jak trudno jest się zmotywować. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie Ci idzie, różnica jest naprawdę duża.
    Powodzenia w dalszym odchudzaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. powodzenia, też próbuje zrzucić kilka kg :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kochana trzymam kciuki!Jesteś moim natchnieniem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki,bo efekty sa już świetne,zazdroszczę wytrwałości:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odważna z ciebie dziewczyna, odważna i konsekwentna. Życzę dalszych sukcesów i podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzymam kciuki!:) Tylko nie odchudzaj się już za dużo, bo już widać bardzo fajne efekty.:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dario, jesteś rewelacyjna!
    To, że wolniej dążysz do celu, ale cały czas idziesz to wielki sukces. Widzisz już (i nie tylko ty, przecież przemiana jest niesamowita!) wspaniałe efekty. Pamiętaj jednak, by tego nie zaprzepaścić. Najbardziej podoba mi się, że cała się zmieniasz zewnętrznie, a w środku nabierasz coraz większej pewności siebie. Za rok zobaczymy tu niesamowitą przemianę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym mieć taką motywację...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzięki za wszystkie komentarze, nawet nie wiecie ile dodajecie mi motywacji!

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje! Widać przemianę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak to mówią nie ważne ile razy upadasz ważne ile razy masz siłę by wstać :-* osobiście sama kolejny raz podjęłam walke o to by czuć się dobrze we własnym ciele tym razem powaznie :-) myślę ze to ze dzielisz się tym jak ci idzie na blogu daje ogromne wsparcie psychiczne dlatego i ja opisuje na blogu każdy dzień :-) pozdrawiam i życzę wytrwałosci i siły bys nigdy nie zwątpila :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pięknie! Trzymam kciuki. :) Na pewno sobie poradzisz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że ten post jest stary, a mi wróciło prawie wszystko co straciłam :(

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.