,

Dzieciowe niedziele: Jak skompletować wyprawkę dla dziecka i nie zbankrutować?

9/01/2013

Panuje powszechne przekonanie, że dzieci są drogie (lub bardzo drogie) i na dziecku nie należy oszczędzać. Niestety to stwierdzenie nijak ma się do polskiej rzeczywistości i przeciętni rodzice muszą liczyć się jednak z pieniędzmi. Zewsząd jesteśmy mamieni super gadżetami, bez których nasze świeżo urodzone dziecko będzie nieszczęśliwe i będzie czuło się niekochane. Jak nie zwariować?

Po pierwsze, trzeba zdać sobie sprawę, że rolą reklam jest wmówienie nam potrzeb. Serio. Potrzeby materialne dziecka są małe, bardziej potrzebuje naszej faktycznej miłości i troski niż otaczania masą drogich i zbędnych gadżetów. Chciałam więc opisać wam, które z rzeczy okazały się być niezbędne i na czym zaoszczędziłam. I z góry mówię, tak, zdaję sobię sprawę z tego, że jestem wyrodną matką. Taki był plan ;)

"Duże" akcesoria dla dzieci

Wózek z powodzeniem możemy kupić używany. Nie widzę najmniejszych przeszkód w tym, wózki można kupić w bardzo dobrym stanie za niewielką część kwoty, który musielibyśmy wydać na wózek nowy.
Łóżeczko, jest raczej oczywistym i ciężkim do pominięcia wydatkiem, my zainwestowaliśmy w większe niż standardowe, z opcją zmiany w tapczanik w przyszłości i jak na razie nie żałuje tego wydatku, wyprodukowane przez polską firmę jest solidne i porządnie wykonane. Materac kupiłam od razu z łóżeczkiem, gryka-pianka-kokos, chociaż szczerze mówiąc, nie wiem na czym polega różnica. Do łóżeczka wiadomo, że potrzebne będą nam prześcieradła (ale powiedzmy 3 a nie 15), a jeśli chodzi o przykrycie, to w naszym wypadku lepiej sprawdzał się kocyk niż kołderka.
Fotelik samochodowy, to jedyny wydatek na którym bym nie oszczędzała. Jeśli jeżdzimy dużo samochodem z dzieckiem wypadałoby kupić jeden z lepszych tego typu sprzętów, my na szczęście samochodem poruszamy się wyjątkowo rzadko, więc tańsza opcja mam nadzieje się sprawdzi i jeszcze większą nadzieje mam, że nie będziemy mieli nigdy żadnego wypadku.

 Ubrania

Tutaj kwestia jest prosta, najlepiej od koleżanki, siostry czy innych dzieciatych znajomych odkupić lub zdobyć w jakiś inny sposób. Noworodki ubrań nie niszczą, natomiast potrafią z nich w ciągu 2 tygodni wyrosnąć. Większości fikuśnych ciuszków, które dostałam w najmniejszych rozmiarach, nie miałam nawet okazji Młodemu założyć. Dobrą opcją na później są też sklepy z używanymi ubraniami,  zauważyłam że ciuszki dziecięce są tam często lepszej jakości niż te dostępne w sklepach.
Buciki dla noworodka - nie widzę najmniejszego uzasadnienia dla ich kupowania, niechodzącemu dziecku zakładamy na stopy skarpetki lub nic, Młodemu pierwsze buty założyłam dopiero jak na zewnątrz zaczął sam chodzić.

Karmienie

Jeśli chcemy karmić piersią to z akcesoriów potrzebne jest niewiele, czasami bardzo przydatny jest laktator. Do przechowywania pokarmu na kilka godzin wykorzystywałam sterylne pojemniki na mocz, sprawdzały się świetnie w tej roli.
Jeśli chcemy karmić mlekiem modyfikowanym (lub karmimy piersią, a butelkę chcemy mieć na wszelki wypadek), trzeba się wyposażyć w podstawowy zestaw do karmienia sztucznego, czyli...puszkę mleka i butelkę. No dobra, może dwie butelki chociaż, ale uważam, że wszelkie sterylizatory, suszarki, myjki, płyny i tysiąc innych wynalazków jest zbędna. I butelki to jedyna rzecz, na której nie oszczędzałam, zakupiłam zestaw dwóch butelek Tommee Tippee, o takich:
www.tommeetippee.pl


I to jest mój zdecydowanie najlepszy zakup wczesnodziecięcy. W środku mają taki bardzo upierdliwy do mycia element, ale na tym elemencie jest czujnik temperatury, który jest bardzo pomocny w udowodnieniu własnej rodzinie, że nie próbuje się dziecka zabić zimnym mlekiem. Później próbowałam różnych, tańszych butelek, ale wszystkie były do kitu, oficjalnie ogłaszam, że butelki firmy Tommee Tippee nie mają sobie równych i przy kolejnym dziecku, od razu kupuje cały zestaw startowy.

Akcesoria

Kilka pieluch tetrowych, pampersy, chusteczki nawilżane, wanienka, myjadło jakieś delikatne (u nas sprawdził się płyn dla dzieci z Nivea, później szampon Babydream), octenisept, coś w razie odparzeń. Termometr, delikatny ręcznik (normalny taki, dziecko naprawdę nie potrzebuje specjalnego ręcznika).

Zabawki

Jakie zabawki? Powiedzmy że do 2 miesiąca życia, jedyne sensowne zabawki to mobile nad łóżeczko, najlepiej w czarno-czerwono-białych kolorach. Niestety, takie są ciężko dostępne, a jeśli już uda nam się takie znaleźć to cena powala. Alternatywą są ręcznie robione tego typu akcesoria dla dzieci, ale nie każdemu oczywiście chcę się w to bawić. I nie wolno zapominać oczywiście o dziadkach i reszcie rodziny, która z pewnością umiera z niecierpliwości, żeby nakupować naszemu dziecku sterty zabawek i innych mniej lub bardziej zbędnych rzeczy.

Mam nadzieję, że podobał Wam się ten wpis z serii Dzieciowe niedziele, za tydzień będziecie mogli poczytać o zabawkach, które sprawdziły się u nas.

Mogą również Cię zainteresować:

8 komentarze

  1. Oj, te wyprawki to szał jest po prostu, aby tyle pieniędzy wydawać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgodzę się z Tobą, że niektórzy mocno przesadzają przy wyprawkach dla noworodka. Ja co prawda dziecka nie mam jeszcze, ale uczyłam się na opiekunkę dziecięcą i trochę wiedzy w tym zakresie mam.
    Tak jak piszesz zabawek nie ma sensu ruszać w sklepach, bo nawet jak nie chcesz to inni nakupią aż nadto. Przynajmniej jeśli chodzi o te pierwsze miesiące kiedy dziecko leży i nawet uśmiechnąć się nie umie. Jak staje się bardziej kumate to wtedy trzeba przejrzeć te zabawki-prezenty i przeanalizować czy potrzeba nam czegoś jeszcze.
    Ciuszki zdecydowanie lepiej kupować w second handach, bo możesz dorwać markowe rzeczy po śmiesznych cenach (dzięki temu kupisz więcej niż ciuchów nowych). A dziecko ubierzesz raz może dwa i tak czy siak wyrośnie najpóźniej po miesiącu.
    Do akcesoriów dodałabym jeszcze najzwyklejszą mąkę ziemniaczaną. Przy odparzeniach sprawdza się znakomicie, nie uczula, jest wydajna i nie powala ceną.
    Z wózków najbardziej podobają mi się te wielofunkcyjne. Dzięki zmiennym "nakładkom" może być wózkiem z gondolą, spacerówką i jeszcze fotelikiem samochodowym, który możemy ewentualnie ustawić na stelażu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do mąki ziemniaczanej, to napisałam tylko, że coś na odparzenia, wiele rzeczy później wychodzi w praniu. Ja przerobiłam większość możliwych opcji, jeśli chodzi o sposoby na odparzenia, teraz sprawdza się naprawdę gruba warstwa kremu Nivea na odparzenia, wcześniej piskałam Octeniseptem i pudrowałam.
      Też mamy wózek 2w1, używany kupiliśmy za śmieszne pieniądze i jesteśmy z niego zadowoleni.

      Usuń
  3. Niestety, rodzice, najczęściej przy pierwszym dziecku, po prostu świrują. Tak jak piszecie- kupują masę zbędnych gadżetów, sterty ubranek, z których za chwilę dziecko wyrasta i zabawek, które później tylko walają się po pokojach, a zachwyceni dziadkowie i ciotki dorzucają do tego jeszcze swoje trzy grosze. Po prostu w całym oczekiwaniu nie można dać się zwariowac i mam nadzieję, że mnie to nie spotka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam się z Tobą w pełni,to co wymieniłaś w zupełności wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam dziecka i też na razie w planach go nie mam, bo bardzo młodziutka jeszcze jestem ale dokształcać się nigdy kobiecie nie zaszkodzi:) tym bardziej na taki temat. To co tu Pani ujęła jest bardzo sensowne i napisane z głową :). Na pewno coś z tego wyniosę na przyszłość:).
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie:* na chwilę kobiecego relaksu:)
    http://ciniax03.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz, ja jestem zdania, że na dziecku oszczędzać nie należy, ale są rzeczy które można odpuścić. Większość ciuchów, zabawki na start, bujaczek i wózek mieliśmy na starcie używane, z komisu, z alledrogo i tak dalej, za to nadwyżkę przeznaczyłam na szczepionki, pełen refundowany komplet. Butelki na zaś kupiła mi mama, takoż paczkę pieluch, którą przy okazji zużyliśmy. Dostawałam też co miesiąc przez całą ciążę kieszonkowe.
    Teraz nie kupuję najtańszych ubrań, nie kupuję najdroższych, staram się trzymać zdrowy rozsądek, ale też czasem po prostu nie mogę się powstrzymać.
    Co do zabawek w czerwono-czarnych kolorach to jest pewna opinia, z którą trochę się zgadzam, że jako zabawki tak, ale nie w łóżeczku. Łóżeczko jest od spania i odpoczynku, a takie zabawki przeszkadzają zasnąć, zbytnio stymulując oczy. Trochę kontrastu nie zawadzi, ale bez przesady.

    A i jeszcze, becik. Miałam dwa, jeden sprezentowany, drugi kupiony w komplecie z łóżeczkiem (taki gratis do całości) i sądziłam, że w życiu mi się nie przyda. Okazało się, że mała tak lubi być noszona i przewijana, że becikowaliśmy ją długie miesiące, a nawet teraz jeden z nich robi za kołderkę w zwykłe dni (ani upalne, ani zimne zimowe). Nie wszystko da się przewidzieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Becik u nas dość szybko wyszedł z użycia, przy następnym dziecku zapewne wystarczy mi cienki kocyk. Młody akurat tak miał, że praktycznie do końca 3 miesiąca lubił być zawijany, ale tak ciasno, że becik był po prostu za lużny.

      Do 3 miesiąca, większość czasu spędzał w łóżeczku, ale to nie znaczy, że musi wiecznie patrzeć na kontrasty, ale kilka kontrastowych elementów z pewnością bardzo by go zaciekawiło. Z elementów wyprawki, które opisałaś, u nas odpadł też bujaczek i zabawki na start ;) Cieszę się z tego bardzo, bo później dziadkowie oszaleli i teraz nie mamy co robić z górą zabawek ;)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń