,

Belcils, krem witalizujący do rzęs

8/14/2013


Krem witalizujący do rzęs Belcils otrzymałam w kwietniowym pudełku Shinybox i jego recenzję właściwie powinnam zacząć od tego, że nigdy nie miałam specjalnych problemów z rzęsami. Wcześniej bardzo rzadko używałam tuszu do rzęs, więc nie były narażone na zniszczenia, a naturalnie są dość ładne i jestem z nich zadowolona. Jedyne, czego mogę się "przyczepić", to bezbarwne końce. W ulotkach reklamowych, dołączonych do kremu Belcils było coś na ten temat, producent obiecywał przyciemnienie rzęs po same końce, niestety wyrzuciłam te ulotki, więc nie mogę ich wam pokazać.


Produkt otrzymujemy w estetycznym, białym kartoniku, kojarzącym się mocno z opakowaniami leków. 
W środku znajdziemy szare plastikowe opakowanie. Podobieństwo nie jest przypadkowe, krem witalizujący Belcils kupimy jedynie w aptekach, opakowanie kosztuje, z tego co się zdążyłam zorientować, około 45 zł.



Krem witalizujący Belcils zamknięty jest w małej, metalowej tubce z metalowym dozownikiem. Opakowanie ma pojemność 4 ml, a sam krem jest zaskakująco wydajny. Produktu używałam przez 3 miesiące, codziennie sumiennie wcierałam go w rzęsy, a w środku pozostała ilość, która starczy spokojnie na kolejny miesiąc.

Skład widoczny na opakowaniu, mamy tutaj na pierwszym miejscu wazelinę, dalej jest lanolina oraz olej rycynowy, który jest znany ze swych właściwości wzmacniania oraz przyciemniania włosków. Na kolejnych miejscach jest parafina, olej jojoba, pantenol, eukaliptol oraz w ramach konserwantu propylparaben  oraz BHT



Konsystencja tego kremu to tłusta maść, kolor przezroczysty, mleczny. Zapach jest bardzo delikatny, właściwie niewyczuwalny. Nakładanie jest bardzo wygodne, właściwie po pierwszym miesiącu używania, ten krem wszedł do mojego stałego wieczornego rytuału. Gigantycznym plusem tego kremu jest to,  że nie podrażnia. Od bardzo dawna noszę soczewki kontaktowe i wiele rzeczy jest w stanie podrażnić moje oczy, ale krem Belcils do nich nie należy, nawet jeśli dostanie się bezpośrednio do oka, o co z moim talentem nietrudno.

Producent obiecuje tradycyjnie cuda. Niestety efekty nie są aż tak oszałamiające, jak obiecuje to etykieta produktu....

Różnica jest właściwie niewielka, po 3 miesiącach naprawdę sumiennego używania, widoczne jest jedynie lekkie przyciemnienie rzęs u nasady. To, czego nie widać na zdjęciach, to wyblakłe końce rzęs, które nadal są lekko przezroczyste. Biorąc pod uwagę, to, że nie miałam wcześniej rzęs w złym stanie, ciężko jest mi ocenić jak spełniły się inne obietnice producenta. Poza przyciemnieniem nasady rzęs, są one dokładnie takie jak były, ani odrobinę dłuższe czy bardziej gęste. Plusem jest również to, że skóra powiek zrobiła się przyjemniejsza, znacznie bardziej elastyczna. 

Niestety krem witalizujący Belcils nie podbił mojego serca. Na pewno go więcej nie kupię, a gdyby nie to, że dostałam go w Shinyboxie, to nie kupiłabym go za pierwszym razem. Cena jest nieadekwatna do składu, z powodzeniem, znacznie mniejszym kosztem jestem w stanie ukręcić taki sama. Mimo testowania 3 razy dłużej, niż producent zaleca, efekt nie powalił mnie na kolana. Biorąc jednak pod uwagę wydajność, wygodę stosowania i efekty na skórze, produkt oceniam na 4.

Mogą również Cię zainteresować:

2 komentarze

  1. Jakoś nigdy nie słyszałam o kremie do rzęs ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też stosowałam! Rzęsy się zagęściły, wydłużyły, bardzo byłam zadowolona, :) Muszę chyba powtórzyć kurację, bo aż zatęskniłam za firanką rzęs. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń