,

Zalotka

3/18/2013

Niepozorny gadżet kosmetyczny, który wygląda nieco, jak średniowieczne narzędzie tortur czyli...
Zalotka.  Mam chyba dość ładne brwi, nie są zniszczone maskarami, długie, ale dużym problemem jest dla mnie to, że są absolutnie proste. W związku z promocją w Rossmanie, udało mi się kupić moją pierwszą zalotkę w naprawdę promocyjnej cenie.
Używając tylko zalotki i tuszu:
Złapałam rzęsy zalotką, zacisnęłam i potrzymałam kilkanaście sekund...
Efekt po nałożeniu jednej warstwy tuszu mnie zupełnie oczarował.

Oko wygląda zupełnie inaczej, rzęsy są po raz pierwszy widoczne. Na zdjęciu niestety, czego nie zauważyłam wcześniej, mam posklejane rzęsy z jednej strony, ale efekt podkręcenia i tak widać.

Efekt utrzymuję się u mnie, przy rzęsach pomalowanych tą maskarą praktycznie cały dzień.

Jak widać na zdjęciach, wyposażyłam się w najzwyklejszą zalotkę mechaniczną, ale istnieją różne wersje, również takie, które się same nagrzewają.

Bardzo ważne jest, żeby nie używać zalotki na pomalowanych już tuszem rzęsach. Usztywnione przez tusz są bardziej podatne na zniszczenie, poza tym, tusz mógłby przykleić się do zalotki i je wyrwać.

Zwykłą zalotkę można ogrzać suszarką, ja to robiłam parą z gotującej się w czajniku wody. WAŻNE jest, żeby sprawdzić temperaturę zalotki- poparzenie powieki jest bez wątpienia baardzo nieprzyjemne.

Mogą również Cię zainteresować:

1 komentarze

  1. Proponowałabym jednak używać jej tylko na większe okazje. Sama długo stosowałam i bardzo osłabiła mi rzęsy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie Wasze uwagi i wsparcie, które daje mi niesamowicie dużo motywacji. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak bardzo pomaga mi to, że jesteście tutaj ze mną i mi kibicujecie, jeszcze raz bardzo mocno DZIĘKUJE!
Jeśli masz na to ochotę, możesz zostawić link do swojego bloga.
Proszę o zachowanie kultury.

Obserwatorzy

Google+ Followers

Łączna liczba wyświetleń